Szukaj na tym blogu

Ładuję...

środa, 11 stycznia 2017

WDiC - czytam i rysuję

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę. Bardzo też lubię zaglądać na wasze blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.


Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. *

Maluję już od kilku lat, ale głównie w pracowni i czasami jest to 2-3 razy w tygodniu, a czasami raz na 3 miesiące. W malowaniu zawsze najbardziej kręciło mnie ... malowanie. Oczywiście chciałam, żeby "wychodziło", ale najbardziej liczył się proces i nastrój. Tak naprawdę wciąż to się liczy, to jest podstawa. Każdy namalowany obraz wyraża moją osobowość, moje emocje i  mój nastrój. Wiedziałam doskonale, że mam słaby warsztat. I wręcz nienawidziłam rysować. Ostatnio to się trochę zmienia. Oczywiście nie doszłam jeszcze do etapu rysowania z natury, ale grunt, że w ogóle wzięłam do ręki ołówek czy cienkopis, a nie tylko pędzel. I od dwóch tygodni codziennie  rysuję mandale i trochę jeszcze innych rysunków. 
Może mandale nie koniecznie tworzą dobry warsztat do malowania obrazów, ale jednak trochę rękę się wyrabia. Przynajmniej mam taką nadzieję. 
Toteż u mnie zamiast drutów i włóczek ostatnio notes, ołówek, cienkopisy a nawet pastele olejne. Założyłam sobie nawet nowy profil na instagramie @makneta_workshop i tam zapraszam, jeśli macie ochotę mnie obserwować https://www.instagram.com/makneta_workshop/

A czytam "Morderstwa i woń migdałów" Camilli Lackberg. Ta książka to zebrane opowiadania Camilli, jej krótka powieść "Zamieć śnieżna i woń migdałów" oraz krótka autobiografia pisarki i jej poradnik pisania kryminałów. 
Przy okazji chciałam Was przeprosić za te moje nieobecności na blogu. Trochę opadły mi chęci do blogowania odkąd przestałam robić na drutach. Nie do końca wiem czy chcę dalej pisać bloga, a raczej o czym chcę pisać, skoro przestałam dziergać. 
Ale przede wszystkim mam teraz dużo więcej obowiązków, ponieważ moja córka we wrześniu rozpoczęła czwartą klasę w edukacji domowej. Cała jej edukacja spoczywa na mnie. Jak wiadomo, trudno oczekiwać, że 10-letnie dziecko będzie uczyło się samo i dlatego, gdy wracam z pracy to uczymy się razem. Szczególnie ostatni okres jest dla nas trudny, bo Judyta musi teraz zdać 5 egzaminów semestralnych, więc wykorzystujemy każdą chwilę na maksa. 

A teraz już zapraszam Was na 


   

   


środa, 4 stycznia 2017

WDiC - gdy nie mam czasu pisać


* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.

Bardzo też lubię zaglądać na wasze blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. *



Zupełnie nie mam czasu na blogowanie ostatnio, dlatego uzupełnię wpis później, a teraz udostępniam Wam możliwość linkowania. 


   
   

środa, 28 grudnia 2016

WDiC na pożegnianie 2016 roku

Wybaczcie, że tydzień temu nie było WDiC. Jakoś tak mam, że jak wszyscy dookoła hucznie świętują, to ja zazwyczaj chowam się do swojej skorupki. Owszem,  cieszę się będąc z ludźmi, uczestniczę w przeróżnych Wigiliach i spotkaniach opłatkowych, ale za każdym razem, gdy wrócę do domu, to muszę zwrócić się głęboko w siebie. Nie lubię świąt, ich komercjalizacji, sztucznej radości. Czym bardziej dookoła mnie robi się głośniej, krzykliwiej, "radośniej", tym bardziej ja mam ochotę wziąć nogi za pas i uciec. I dlatego nie miałam ochoty na pisanie na blogu czy w ogóle w sieci.

Jednak Święta znowu okazały się mniej przerażające niż to mogłoby się wydawać, bo upłynęły nam w spokojnej i rodzinnej atmosferze. Znowu choć przez chwilę było nas sześcioro w domu, znowu było z kim pogadać, z kim się pośmiać, komu się wyżalić. Na co dzień potrafię się obyć bez moich najstarszych synów - taka kolej rzeczy, ale dni z nimi są radośniejsze i pełniejsze. Szkoda, że tak krótko mogli być w domu, ale tym bardziej jestem za to wdzięczna.

Dziś już wracam do WDiC i mam nadzieję, że wy także będziecie uczestniczyć w naszej wspólnej zabawie.


Czytam kolejną książkę Nory Roberts "Las w płomieniach", która jest ponoć kryminałem, ale po przeczytaniu 62 stron nic na to nie wskazuje. Bohaterami powieści są strażacy spadochroniarze, którzy walczą z pożarami lasów w USA, a główną bohaterką jest młoda kobieta o imieniu Rowan. 

To już kolejna powieść Nory Roberts, którą czytam. W święta skończyłam "Życie na sprzedaż", o młodej kobiecie, córce legendy rocka, która jako małe dziecko była świadkiem morderstwa swojego brata i która przez długie lata żyła z poczuciem winy, że nie ochroniła swojego brata i która nie mogła sobie przypomnieć co się wydarzyło tamtej feralnej nocy. A gdy sobie przypomina, jej życiu grozi ogromne niebezpieczeństwo. Bardzo wciągnęła mnie ta książka, do tego stopnia, że w pierwszy dzień świąt poszłam spać dopiero o 4 rano i miałam mokrą od łez poduszkę. 

A na drutach jeszcze tak naprawdę nic nie mam. Ale mam w planach czapkę i dobrze by było, żebym zrobiła ją szybko, bardzo szybko, chociaż ma to być czapka z wzorem, a raczej z literami. Zobaczymy co z tego wyjdzie. 

A teraz już zapraszam Was na 



   
   

środa, 14 grudnia 2016

"Bezcenny" Zygmunt Miłoszewski - WDiC

Tak się jakoś składa, że ostatnio w moje ręce wpadają prawie same powieści związane w pewien sposób z malarstwem. To pewnie sekret przyciągania, bo ostatnio sporo czasu spędzam przy sztalugach.  

Ostatnio wysłuchałam książki pt. "Bezcenny" Zygmunta Miłoszewskiego, która jest sensacyjną powieścią o poszukiwaczach zaginionych dzieł sztuki, a w tym konkretnym przypadku, poszukiwaczach "Portretu Młodzieńca" Rafaela Santi. Oczywiście nie chcę nikomu zdradzać całej historii, muszę tylko napisać, że wmieszane są w to najwyższe władze państwowe i służby specjalne Stanów Zjednoczonych. To powieść w stylu "Kodu Leonarda da Vinci" Dana Browna i pod względem intrygi i rozwiązania to podobała mi się na 4+. 

"Portret Młodzieńca" Rafael Santi - źródło Wikipedia
 
Największym walorem tej książki,  jak dla mnie, było właśnie zetknięcie ze światem sztuki, z nazwiskami nie tylko Rafaela czy da Vinciego, ale także malarzy  impresjonistycznych. Oczywiście te wzmianki nie stanowią uzupełniają niczyjej wiedzy zbyt dokładnie, szczególnie, że część z nich jest po prostu fikcją literacką, ale od czego jest później wujek google i albumy z malarstwem.

"Portret Młodzieńca" to jeden z najcenniejszych obrazów, który znajdował się kiedykolwiek w zbiorach państwa polskiego i który został zrabowany przez Niemców zaraz na początku II wojny światowej.  O jego losach można posłuchać (obejrzeć) w jednym z odcinków Polimatów na yt: https://www.youtube.com/watch?v=tfIqNOJct8Y




   
   

 
 

piątek, 9 grudnia 2016

Marzysz czy żyjesz naprawdę?

Marzysz czy żyjesz naprawdę?

Ostatnio usłyszałam, że jeśli dążymy do czegoś, o czymś marzymy, a gdy to osiągniemy i nie jesteśmy zadowoleni, jesteśmy rozczarowani, to oznacza to, że to było fałszywe marzenie, nie wynikało ono z głębi duszy, z serca. 

Być może tak.

Bo wiele osób myli marzenia z listą zakupów do odhaczenia.

Chcę wielką chatę z basenem, chcę super furę  i jeszcze może chcę wycieczkę na Kanary, dlatego że większość ludzi tak chce.

Albo dlatego, że wmówiono nam, że musimy marzyć, a nasze marzenia muszą być niezwykłe. 

Jak nie marzysz o podróżowaniu po całym świecie, albo o zarobieniu miliona dolarów, ewentualnie o byciu prezesem jakiegoś banku lub skakaniu ze spadochronem to jesteś zwykłym frajerem, nudziarzem. I w ogóle jesteś przegrany. 

Więc tworzymy listę 120 marzeń, które chcemy osiągnąć przed śmiercią - tzw. Bucket List.

Tworzymy Mapę Marzeń lub Pudełko Marzeń.
Tworzymy listę celów, miejsc do odwiedzenia (nawet jeśli nie znosimy podróży), rzeczy których chcemy się nauczyć, zrobić.
Zastanawiamy się, gdzie będziemy w życiu za rok, za 5 lat, czy za 10.

Planujemy, planujemy i planujemy.

I pozwalamy, by życie przeciekało nam przez palce. 

Tracimy cenne chwile, być może nawet nie zauważamy, że jesteśmy tak po prostu szczęśliwi. Że w tym życiu, które teraz mamy, które przeżywamy w danej chwili, też możemy odnaleźć radość i spełnienie. 

Ale nie, my wciąż rozmyślamy o przyszłości.

Bo przecież zawsze musimy chcieć od życia WIĘCEJ.

Każdy z nas na pewno słyszał powiedzenie:

 "Jak człowiek nie marzy, to umiera". 


Nie chcę więc nikomu zakazywać marzeń, nie chcę nikomu odbierać życia. Ale czyż nie odbieramy go sobie, gdy nie żyjemy tu i teraz?!

Jakiś czas temu napisałam swoją Bucket List, potraktowałam to jako zabawę, bo przypomina bardziej list do Mikołaja i nie jest tak do końca moja, bo znalazły się na niej rzeczy, które po prostu fajnie by było zrobić, mieć, zobaczyć.

Mam też swoją Mapę Marzeń, ta jest bardziej moja, bo przemawiały do mnie obrazy i obrazami się kierowałam ją przygotowując. 

Ale nie mogę powiedzieć, że jedna czy druga jest moim kompasem życiowym. 

Teraz jestem inna niż 5 lat temu, czy nawet rok temu i za 5 lat będę już zupełnie innym człowiekiem i część tych marzeń i pragnień nie będzie zupełnie do mnie przystawała.

Jest jednak jedno marzenie - KOMPAS, które przez wielu może być uznane za małe marzenie, za coś  o czym nawet nie warto mówić, bo to może mieć każdy. 

Moim marzeniem jest:

By umieć cieszyć się każdym dniem, by każdego dnia docenić to co mam, by umieć tworzyć szczęście swoje i innych z drobiazgów, z chwil. 

W moim przekonaniu nie można się cieszyć spełnieniem najwspanialszych marzeń, jeśli nie umiemy się cieszyć po prostu chwilą, jeśli nie umiemy doceniać swojego życia. 

Jeśli będziemy gonić za króliczkiem, nie zwracając uwagi na to co dzieje się dookoła, to gdy dogonimy króliczka może się okazać, że wcale on nie był taki wspaniały, bo nie nauczyliśmy się cieszyć chwilą. 

Czas powiedzieć stop, ludziom, którzy próbują nam wmówić, że marzyć możemy tylko o niezwykłych, wielkich sprawach.

Dla każdego z nas nasze życie to wielka i niezwykła sprawa i jeśli chcemy to możemy marzyć o sprawach małych i zwyczajnych i nie musimy czuć się z tego powodu gorsi. 

Co więcej, jeśli jesteśmy zadowoleni z tego co mamy i naszym marzeniem jest utrzymanie tego co mamy (mam tu na myśli nie tylko dobra materialne, a raczej ogólną sytuację życiową), to nie jest to powód do wstydu, a raczej powód do radości. 

Warto marzyć, ale nie warto żyć samymi marzeniami.

PS. W ostatnią środę nie było WDiC, ale możecie dzisiaj zalinkować swoje posty mimo iż u mnie nie ma ani słowa o książkach i robótkach.




   
   

środa, 30 listopada 2016

Przygotowanie do sezony bożonarodzeniowego - wdic

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.

Bardzo też lubię zaglądać na wasze blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. *
  

środa, 23 listopada 2016

Wspólne dzierganie i czytanie

Oprócz audiobooka "Najdłuższa podróż" (z którym mam małe przeboje z powodu mojego kiepskiego telefonu) czytam też "W domu Madame Chic." Nie czytałam wcześniejszych książek z tej serii, ale pomyślałam sobie, że czasami można spróbować być elegancką panią domu. Kto mnie zna osobiście ten wie, że to mrzonki i gruszki na wierzbie, ale pomyślałam, że może czegoś się nauczę. Może nigdy nie jest za późno na zmianę podejścia do życia, bo przede wszystkim tego można się nauczyć z tej książki. Autorka stara się przekonać, że prozaiczne czynności powinniśmy wykonywać z przyjemnością i traktować je jako "cudowny sposób wyrażania tego jak bardzo cenisz wszystko co masz."




Newsletter