niedziela, 25 stycznia 2015

Subiektywny przegląd tygodnia 3-4/52 oraz trudny moment czyli wyzwanie dzień 5.


Akurat tak się złożyło, że ostatnio mam same trudne momenty.

Choroba Julka, droga terapia, brak efektów, kryzys finansowy na świeci i w Polsce, wszystko to się odbiło na naszej rodzinie i właśnie teraz doświadczamy najtrudniejszych momentów.

Co robić, gdy życie wali się nam na głowę? Już dawno zastanawiałam się czy o tym pisać. 

Moją odpowiedzią jest: PO PROSTU ŻYĆ!!!  

W takich chwilach powtarzam sobie słowa piosenki Edyty Geppert  (tak, tak wrzucam ją tutaj średnio raz na rok)





Uparcie i skrycie
och życie kocham cię kocham cię
kocham cię nad życie
W każdą pogodę
potrafią dostrzec oczy moje młode
niebezpieczną twą urodę

Kocham cię życie
poznawać pragnę cię pragnę cię
pragnę cię w zachwycie
choć barwy ściemniasz
wierzę w światełko które rozprasza mrok

Wierzę w niezmienność
Nadziei nadziei
W światełko na mierzei
Co drogę wskaże we mgle
Nie zdradzi mnie
Nie opuści mnie

A ja szepnę skrycie
och życie kocham cię kocham cię
kocham cię nad życie
Choć barwy ściemniasz
Choć tej wędrówki mi nie uprzyjemniasz
Choć się marnie odwzajemniasz

Kocham cię życie
Kiedy sen kończy się kończy się
kończy się o świcie
A ja się rzucam
Z nadzieją nową na budzący się dzień

Chcę spotkać w tym dniu
Człowieka co czuje jak ja
Chcę powierzyć mu
Powierzyć mu swój niepokój
Chcę w jego wzroku
Dojrzeć to światełko które sprawi
Że on powie jak ja- jak ja

Uparcie i skrycie
och życie kocham cię kocham cię
kocham cię nad życie
Jem jabłko winne
I myślę ech ty życie łez mych winne
Nie zamienię cię na inne

Kocham cię życie
Poznawać pragnę cię pragnę cię
Pragnę cię w zachwycie
I spotkać człowieka
Który tak życie kocha
I tak jak ja
Nadzieję ma...

Moje życie nie jest usłane różami. Jak może wiecie, mam dziecko z autyzmem, z ciężką postacią tej choroby. Mój syn ma 12 lat, a nie mówi, nie jest samodzielny, ma kłopoty z czystością, ubieraniem się, porozumiewa się krzykiem, płaczem, nie umie mi powiedzieć, gdy boli go np. brzuch, ma dużo lęków i kłopoty ze snem. Takie maleńkie dziecko w ciele nastolatka.

Początkowo starałam się dowiedzieć wszystkiego co można na temat tej choroby i na temat dostępnych terapii. Po wydaniu sporej fortuny i braku postępów przystopowałam z "męczeniem" dziecka. Przestałam wozić go do Warszawy czy Białegostoku, poddawać intensywnym terapiom. 

Postanowiłam, że po prostu będziemy się cieszyć tym co mamy i starać się nie myśleć o trudnościach zbyt wiele. Oczywiście nie zaakceptowałam choroby mojego syna, bo jak można zaakceptować czy polubić potwora, który trawi moje dziecko. Zaakceptowałam po prostu moje dziecko, a przynajmniej staram się akceptować go takim jaki jest, pomimo iż wyjście z nim z domu to obracające się ze zdziwieniem głowy, ludzie patrzący na nas z wyrzutem lub współczuciem (nie ma nic gorszego niż współczucie), pomimo iż cały dom postawiony jest na głowie "dzięki" niszczycielskiej pasji mojego syna, pomimo niewyspania, dodatkowego sprzątania, wielu dodatkowych pralek, dodatkowego gotowania, organizacji czasu dla całej rodziny, by zawsze ktoś miał go na oku.
Teraz doszły jeszcze dodatkowe problemy. Mam za sobą wiele przeryczanych dni i nocy. Staram się nie hodować w sobie złości, nie pozwalać, by mną zawładnęło rozgoryczanie i chociaż bardzo trudno nie być  wredną jędzą, robię wszystko by cieszyć się każdym dniem, każdą chwilą, nawet jeśli moje poczucie bezpieczeństwa zostało zburzone. 

I chociaż wciąż nie mogę się przyzwyczaić do codziennego robienia zdjęć, to dzisiaj postarałam się nadrobić i uchwycić drobne radości.  Bo właśnie takie dostrzeganie drobnych radości sprawia, że wciąż jestem człowiekiem, że się nie poddaję w tych trudnych momentach. Może nie walczę jak lwica, może część problemów wypieram, ale na swój sposób się nie poddaję.

Dwa ostatnie tygodnie to praca - sen (jeden z moich sposobów na problemy - jak człowiek wyspany to mniej się złości)  - zapalenie krtani Julka (całe szczęście mąż mógł zostać z nim w domu i nie musiałam brać zwolnienia lekarskiego)  i imprezy rodzinne i szkolne.

W tym tygodni szyłam strój na bal karnawałowy dla Judyty. Wyszedł tak sobie, maszyna nie chciała ze mną współpracować, ale nie mogłam zawieść córki, która wierzy we mnie jak nikt. 


Synowi zaś zaczęłam dziergać skarpety do chodzenia po domu - nie lubi on kapci, zwykle chodzi na bosaka, ale teraz kiedy jest zimno, to wyraźnie zażyczył sobie wełnianych skarpet. Wyglądają trochę zabawnie, nieproporcjonalnie, bo synuś lubi skarpetki tuż za kostkę.


I jak pewnie wiecie, nie lubię zimy, nie lubię zimna, ale nie mogę zaprzeczyć, że śnieżna zima jest po prostu PIĘKNA.




Tak często zapominam jak przyjemny może być wieczorny spacer. 


A Wy jak sobie radzicie w trudnych chwilach? Inne sposoby u Uli.

Przegląd linków tygodnia

Mój przegląd linków tego tygodnia związany jest ze sztuką fotografii, szczególnie z fotografią na bloga. 

Dorota z bloga Kameralna napisała świetny artykuł o fotografii lifestylowej .

A Ruda z Jest rudo zrobiła podsumowanie wyzwania, w którym oczywiście zamierzałam wziąć udział, ale nie dałam rady i pokazała swoje świetne zdjęcia. Wśród nich najbardziej podoba mi się nr  12 - i już nie mogę wmawiać sobie, że wieczorem nie da się robić zdjęć. 
I tu jeszcze o robieniu zdjęć przy słabym świetle - artykuł poświęcony jest fotografii kulinarnej. 

A na koniec o materiałach w fotografii kulinarnej w Ziołowym Zakątku.

Jeśli nie macie dobrego programu do obróbki zdjęć, a chcieli byście się pobawić, to do 31 stycznia można pobrać darmową wersję programu DXo Optics pro 8 - odsyłam do tego artykułu. Ponoć jest to największa konkurencja programu Lightroom, ale niestety z tego co zdążyłam się zorientować nie obsługuje RAW'ów (jeśli ktoś ma lustrzankę to pewnie wie o czym mowa).
Życzę Wam miłego tygodnia - przede mną ferie, czyli czytanie, dzierganie i zabawa z dzieciakami.

piątek, 23 stycznia 2015

Mam talent - wyzwanie dzień 4

Dzisiaj zamiast zdjęcia  cytaty:

Może zbyt szumnie to brzmi "artysta", ale ten cytat oddaje moje podejście do tematu robienia trudniejszych rzeczy niż przeciętne.

Trzeba oczywiście mieć to coś w sobie, chociaż odrobinę predyspozycji lub samozaparcia. Ale jeśli nie będziemy rozwijać swojego potencjału, to nawet talent nam nie pomoże w osiągnięciu sukcesu.

Zajmuję się malarstwem, językami obcymi czy nawet robieniem na drutach, nie dlatego że mam do tego talent, a po prostu fascynuje mnie to, a zadowalające efekty osiągam po latach poświęconych na rozwijanie swoich zainteresowań. Gdybym codziennie poświęcała tyle godzin na uczenie się fizyki kwantowej ile na robienie na drutach to bym doktorat mogła już robić, a w tej chwili znam się na fizyce jak kura na pieprzu.




czwartek, 22 stycznia 2015

5 rzeczy, które w sobie doceniam - wyzwanie dzień 3

Mój 3 dzień wyzwania Uli. I tu zaczynają się schody. Bo niby siebie lubię, ale jak tylko mam wymienić swoje zalety, silne strony, to od razu mam ogromny problem. Pewnie po prostu dlatego, że nie mam zalet, które są powszechnie cenione, albo przynajmniej takich, które bym chciała mieć. A z drugiej strony moje zalety są mało "rynkowe". 

1. Znam swoje ograniczenie i nie pcham się tam, gdzie mnie nie chcą, gdzie wiem, że nie dam rady, nie idę po trupach.

2. Nie potrafię się długo gniewać, szczególnie na bliskie mi osoby - wolę trochę pokrzyczeć, ale zaraz przeprosić, niż chodzić nadąsana i milcząca. 

3. Zachowuję optymizm graniczący z głupotą w trudnych sytuacjach. Zawsze staram się mieć plan B, nawet najbardziej szalony i mało realny.

4. Jestem dość inteligentna i mam dobrą intuicję.

5.  Kocham życie z jego wszystkimi plusami i minusami. Staram się doceniać to co mam i cieszyć się z tego.

A wy co doceniacie w sobie?

środa, 21 stycznia 2015

Wspólne dzierganie i czytanie oraz kolekcja - wyzwanie dzień 2

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.
Bardzo też lubię zaglądać na wasz blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. * 




Ostatnio mam kłopot i z czytaniem i z dzierganiem, a raczej po prostu z szarą rzeczywistością i nie mogę się wykazać ani żadną nową książką przeczytaną, ani niczym nowym wydzierganym. 


Słucham wciąż North and South i idzie wolniej i trudniej mi się skupić, bo myśli gdzieś tam mi krążą i jestem dopiero w 4 rozdziale. A wczoraj musiałam sobie doraźnie poprawić humor wydając 14,99 i kupiłam sobie Bokserkę, bo gdzieś w internecie przewijał się ten tytuł. Zaczęłam czytać tuż przed snem, więc jeszcze nie wiem czy mi się podoba czy nie.

Jeśli zaś chodzi o dzierganie, to znowu trochę prułam zielonego swetra i mam mniej niż tydzień temu, a jeśli chodzi o sukienkę to w końcu próbka została zrobiona, teraz muszę "tylko" wszystko przeliczyć i można startować. 

A w wyzwaniu Uli u mnie dopiero dzień 2 - Kolekcja. 
Niedawno Judyta musiała do szkoły dowiedzieć się co kolekcjonują jej rodzice. I wtedy moją pierwszą myślą było oczywiście - włóczki. Ale dzisiaj postanowiłam nie robić zrzutu wszystkich włóczek, bo potem nie będzie mi się chciało ich segregować, więc pomyślałam o trochę przeze mnie zapomnianej kolekcji kotów. Każda dziewiarka powinna mieć kota, czyż nie? Ja też mam - tylko nie trzeba karmić i sprzątać po moim stadku. 



W zamyśle moich koleżanek z koledżu, od których dostałam pierwszą figurkę, koty miały stać na schodach. Jednakże schody w domu pełnym dzieci muszą być puste, więc trafiły na komodę, a z chwilą, gdy Julek zaczął sprawdzać czy nadają się do jedzenia, trafiły na półkę pod sufitem. I dlatego kolekcja jest trochę zapomniana. 


A teraz zapraszam Was na 



   


   

wtorek, 20 stycznia 2015

10 ulubionych wzorów znalezionych na Ravelry - wyzwanie dzień 1

Jak co miesiąc Ula z bloga Sen Mai organizuje 5 dniowe wyzwanie kreatywne na swoim blogu. 


Jestem o dzień spóźniona, bo z różnych powodów miałam sobie darować blogowanie na jakiś czas , ale postanowiłam się nie poddawać i wykrzesać z siebie choć odrobinę inwencji i napisać dzisiaj o moich ulubionych wzorach, które od dawien dawna są w mojej kolejce. Może w końcu się skuszę, na któryś z nich i w ten sposób zrealizuję punkt 14 mojego dziewiarskiego wyzwania.


1. Kelmscott - mam go w planach chyba odkąd tylko się pojawił on-line nawet jeszcze nie byłam wtedy na ravelry i miałam nawet wzór, ale przepadł mi wraz ze starym komputerem. 


wzór mam, teraz nawet dostępne są włóczki tweedowe - nic tylko dziergać



Nie bardzo lubię dziergać skarpetki - bo małe i do tego dwie, ale te są po prostu śliczne, aż żal chować je w butach. A teraz ponoć modne są skarpetki do pantofli i spódnicy.





Pokochałam ten wzór jak tylko go zobaczyłam, bo uwielbiam motyw róż i połączenie koloru różowego z brązowym.


Sportowy krój, ciekawe warkocze, tylko dobrać delikatny melanż i dziergać.



6. Tuin - wpadł mi w oko w zeszłym roku, ale po pierwszej porażce z dopasowaniem włóczki odpuściłam. 




7. Que Sera - też na mojej liście od wieków. Kupiłam kiedyś bawełnę o metrażu podanym przez autorkę i nijak nie mogłam osiągnąć takiej samej próbki - albo ja robię za luźno, albo nie wiem co. 




8. Paper Dolls też są na mojej liście od wieków.


9. Zigzag Cardigan autorstwa Hani Maciejewskiej - obiecywałam sobie, że jak schudnę to go zrobię, bo do niego trzeba mieć trochę talii - jeszcze nie schudłam tak jak bym chciała :-(




10. Rękawiczki Chrysanthemums 
Bardzo lubię chryzantemy.




To są wzorki, które podobają mi się niezmiennie od dawna, tylko nie mogę się przybrać do ich wykonania.
A Wam który się podoba najbardziej?


PS. Wszystkie zdjęcia pochodzą z Ravelry.


środa, 14 stycznia 2015

Wspólne dzierganie i czytanie

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.
Bardzo też lubię zaglądać na wasz blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. * 



W zeszłym tygodniu pobiłyśmy rekord i w WDiC brało udział aż 41 osób. Tego jeszcze nie było, ale mam nadzieję, że będzie nas coraz więcej.

Przesłuchałam już "Złodziejkę książek" do końca i ponieważ czuję spory niedosyt chyba jeszcze sięgnę po nią - może tym razem nie będę słuchać a czytać. Chociaż przyznać muszę z zaskoczeniem, że lepiej mi się słucha niż czyta w języku angielskim. I ponieważ tak mi dobrze się słuchało, to teraz postanowiłam posłuchać "North and South", czyli Północ i Południe, ale nie te amerykańskie, które kiedyś tam leciało w tv, a angielską klasykę autorstwa pani Elisabeth Gaskell. Pewnie bym nie zwróciła uwagi na tę książkę, gdyby nie post Agaty z Setnej Strony. Tutaj jest już trochę trudniej, bo język jest trochę archaiczny, ale może słuchając powoli i czasami powtarzając niektóre momenty, dam radę. 

Na drutach zaś wciąż sweterek z Indiecita Ficolana. Trochę się "zacięłam" przy ujmowaniu oczek - muszę sobie rozrysować to ujmowanie oczek, tak by ażur dobrze wyglądał. A dzisiaj przyszłam z pracy i czekała na mnie włóczka na sukienkę - nie dla mnie, więc wpycha się przed wszystkie inny WIP'y i UFO'ki.

I wracając do książek. Na mojej liście (którą mam w głowie) jest kilka dzieł, które wydaje mi się, że powinnam znać, a nie przeczytałam ich - np. "Zbrodnia i kara", "W poszukiwaniu straconego czasu", "Czarodziejska góra". 
A czy wy czytacie klasykę?  Lubicie? Polecacie?

Zapraszam na 






   
   

poniedziałek, 12 stycznia 2015

UFO najechało mój dom.


" Możesz zrobić wszystko, co chcesz, jeśli tylko trzymasz się tego wystarczająco długo" Hellen Keller

Mam nadzieję, że Beata nie będzie miała mi tego za złe, ale ściągnęłam sobie od niej ten cytat. 

To ja teraz będę się trzymać postanowienia by rozprawić się z tym UFO, które siedzi już w moim domu od pewnego czasu, do tej pory ukrywało się po kątach, ale dzisiaj wywlekłam je na środek, pozwoliłam usiąść w fotelu i obfotografowałam z każdej niemal strony, by sobie samej uświadomić  jego rozmiary. Uprzedzam, fotogeniczne zbyt nie jest.



Kilka dni temu z pamięci zapisałam na fejsie, w wydarzeniu kończymy nasze ufoki listę, która jednakże jak się okazuje pełna nie była. 


1. Sweter w Malabrigo, ale on w sumie jeszcze w miarę świeży jest - nie miałam gdzie go suszyć przez świąteczne zamieszanie.
2. Sweter z wrabianym karczkiem - doszyć napy i guziki
3. Zielone wdzianko, które nie wiem czy kończyć czy pruć, bo nie jestem pewna czy mi się podoba.
4. Szydełkowy koc z African Flowers (miałam robić jeden dziennie i oczywiście po kilku dniach zapał opadł)
5. Czapka do poprawienia szaro-fioletowa.
6. Czapka dla Judyty - brak włóczki mnie powstrzymał
7. Serweta na drutach - zrobiłam błąd i zabrakło mi cierpliwości by poprawiać.
To prace z 2014
A teraz starsze
8. Lalka Jagódka czy tam Śliweczka szydełkiem robiona
9. Szal Mystic Forest.
10. Brown sweter Judyty - znowu brak tylko guzików, dziecko już pewnie wyrosło
11. Fioletowa kamizelka - brak guzików
12. Królik na drutach (oj nie wiem czy będę się za niego w ogóle zabierała)
13. ponczo, które chyba przestanie być ponczem, a dodziergam i stanie się dużym szalem
Jeszcze by się znalazły pozaczynane bamboszki dziecięce, zabawki, ponczo z elementów, ale one pewnie zostaną definitywnie zlikwidowan.

Do tej listy powinnam jeszcze dopisać
14. Sweter dla Małgosi - brak guzików
15. Sweter zielony -  brak guzików
16. Biała chusta, którą chyba jednak spruję - opuściło mnie ostatnio chuściane szaleństwo.
17. Zarękawki - tylko ukryć nitki.
18. Szaro-fioletowy płaszczyk - podszyć założenia i zrobić kołnierz i listwę na guziki
19. chusteczka na szyję dla Judyty - wykończenie
20. białe bolerko/narzutka

Większość przypadków to właśnie tylko brak guzików lub powstrzymuje mnie podszycie lub zszycie drobnych kawałków.

Mam nadzieję, że jak się tak obnażyłam przed Wami to łatwiej będzie mi się zmobilizować do wykańczania. Szczególnie, że odkąd robię na drutach prawie nie kupuję swetrów, a zimno mi trochę, nie mam w co się ubrać, a tu tyle dobra leży i czeka na niewiadomoco. I jeszcze dodatkowo wkurzyłam się dzisiaj na siebie, bo jakiś czas temu wydziergałam dwa wdzianka dla Judyty i oczywiście są przy małe, nie wiem co ja sobie myślałam, że dziecko mi nie będzie rosło!?

Przez najbliższy rok mogłabym nie zaczynać pewnie nic nowego a i tak miałabym ręce pełne roboty ;-)

PS. To już moje 12 postanowienie, o którym napisałam na blogu.

niedziela, 11 stycznia 2015

Subiektywny przegląd tygodnia 2/52


Z moich postanowień noworocznych najlepiej mi wychodzi czytanie -  książka "The book thief" wciągnęła mnie i pochłonęła całkowicie. Byłabym już pewnie skończyła, gdyby nie problemy z telefonem, na którym słucham. Za każdym razem, gdy włączę pauzę, bo oczywiście ktoś z rodzinki potrzebuje mojej uwagi, to nie mogę potem po prostu włączyć guziczka play. Doprowadza mnie to szczerze mówiąc do szału. Za każdym razem muszę niestety resetować telefon ;-( . Oczyściłam dzisiaj trochę pamięć telefonu, więc mam nadzieję, że dalej będzie tylko lepiej. 

Gorzej idzie mi codzienne robienie zdjęć - pogoda nie sprzyja zdjęciom poza domem, a w domu nie bardzo jest co fotografować. Można oczywiście męczyć dziecko:


Próbować uwiecznić zachód słońca z okna:


Lub kolejny rząd robótki - tym razem z nowym "dziewiarskim" kubkiem kupionym w Rossmanie


Ewentualnie ponieść sromotną porażkę w fotografii kulinarnej - byłam zbyt głodna, by szukać aparatu lub jakichś dodatków upiększających zdjęcie. Chciałam po prostu zapamiętać radochę jaką miałam z gotowania. Nie było to nic wielkiego, ale bardzo bardzo dawno nie sprawiło mi gotowanie aż tyle przyjemności. Ugotowałam zupę cebulową, którą polecała Joanna z bloga Friendsheep. Do zupy usmażyłam placki ziemniaczane Rosti, a na drugie piersi kurczaka w "skorupce".  


Wczoraj wieczorem graliśmy dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - oczywiście graliśmy w darta, świetnie się bawiliśmy licytując fanty. Taki nasz mały wkład w tę WSPANIAŁĄ inicjatywę. 

Przegląd linków tygodnia

Jeśli zastanawiasz się po co robić postanowienia noworoczne zajrzyj do Edyty Zając. Pierwszy akapit wpisu "Wyzwanie. 52 wyzwania na 2015 rok" wyjaśnia również moje powody, dlaczego w tym roku nie tylko pomyślałam o postanowieniach noworocznych, ale także wybrałam takie, które mają być właśnie wyzwaniami, a nie czymś oczywistym i prostym do realizacji.

Jako że pogoda ostatnio sprzyja gorszemu samopoczuciu i ciągle jest mi zimno, to muszę koniecznie wypróbować przepis na napój rozgrzewający przeciwzapalny opublikowany na blogu Garnkofilia. 

Erendis zorganizowała noworoczne Candy, w którym można wygrać piękną szydełkową - rozgrzewającą chustę. 


I pozostawiam Was z piosenką Katie Melua- The Closest Thing to Crazy. Tak, nawet ja czasami lubię coś posłuchać.

Refren, który mnie chwycił za serce.

This is the closest thing to crazy I have ever been
Feeling twenty-two, acting seventeen,
This is the nearest thing to crazy I have ever known,
I was never crazy on my own.
And now I know that there's a link between the two,
Being close to craziness and being close to you.

polskie tłumaczenie z Tekstowo.pl

To jest najbliższe szaleństwu, w którym kiedykolwiek byłam
Czując się jak 22-latka, a zachowując jak bym miała 17-ście
Jestem bliżej szaleństwa niż kiedykolwiek
Nigdy nie byłam obłąkana
I teraz widzę, związek między dwoma
Będąc blisko szaleństwa i będąc blisko ciebie 





środa, 7 stycznia 2015

Wspólne dzierganie i czytanie

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.
Bardzo też lubię zaglądać na wasz blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. * 



Witam Was bardzo serdecznie na pierwszym w Nowym Roku posiedzeniu WDiC ;-)


Moja robótka to nowy sweterek z Indiecita Ficolana, włóczki, która jest moim prezentem gwiazdkowym, jaki sprawiłam sobie sama. Włóczka przyszła w Sylwestra i oczywiście już w Sylwestra musiałam zrobić próbkę i jak tylko próbka wyschła przeliczyłam oczki i rzuciłam się na robotę jak szczerbaty na suchary. Zaplanowałam sobie obszerny sweterek wzorem ażurowym robiony od góry. Jednakże kiedy już miałam część tyłu i przody i zaczęłam łączyć wszystko pod pachami, stwierdziłam, że zupełnie mi się to nie podoba, że przody wychodzą za małe i nie odpowiadają mojej koncepcji obszernego kardiganu. Postanowiłam więc wybrać inną metodę i zacząć robić od dołu, a w między czasie zastanowić się nad tymi przodami. Dekolt jest dla mnie najtrudniejszym elementem i niestety jeśli źle go zrobię robiąc od góry, to potem cały sweterek zwykle już mi się nie podoba. 
Jeśli zaś chodzi o rude coś, to niestety poszło do śmieci, a raczej do sprucia i włóczka będzie czekała na inną koncepcję. Chciałam zrobić coś wydumanego, innego, ale przecież ja prosta baba jestem i bym w takim wydumaniu nie chodziła. 

Jak już pisałam w niedzielnym subiektywnym przeglądzie tygodnia "Ciemne sekrety" skończyłam czytać już 1 stycznia, potem pochłonęłam jeszcze "Światło na śniegu" i "Echa" Danielle Steel. "Echa" to taki typowy wyciskacz łez. Mimo iż początkowo nie mogłam się przyzwyczaić do kanciastości używanego przez autorkę języka, to wkrótce akcja wciągnęła mnie do tego stopnia, że czytanie skończyłam po niespełna dwóch dniach. Wszystko się zaczyna w 1915 roku, gdy niemiecka Żydówka poznaje francuskiego hrabiego i zakochują się w sobie. Wbrew woli obu rodzin zamieszkują razem i pobierają się. Żyją życiem do jakiego nieprzywykli, ale są szczęśliwi, kochają się i kochają swoje dzieci, aż do rodzinnej tragedii, a także do wydarzeń poprzedzających II wojnę światową i do samej II wojny światowej. Książka opowiada również o losach ich córek. Narrator opisuje rzeczywistość najpierw tylko z perspektywy głównej bohaterki, a potem jej córki. W wyzwaniu 29 książkowym - punkt "Ma jedno słowo w tytule"

Teraz zaś czytam, a raczej bardziej słucham "The Book Thief", czyli "Złodziejkę książek". Zaczęłam zaraz na początku roku, gdy zobaczyłam, że w TV jest/ma w najbliższym czasie być na Canale film na podstawie tej książki. Jednakże jakoś tak "Echa" weszły mi w drogę i dlatego tak na dobre to dopiero wczoraj zaczęłam słuchać. Na razie nie napiszę nic o tej lekturze, poza tym, że to takie moje kolejne wyzwanie - przeczytać / przesłuchać 12 książek po angielsku.

Zaroiło się u mnie od tych wyzwań. Jeśli nie przystąpiliście do mojego wyzwania 15 projektów w 2015 roku to serdecznie zapraszam tutaj lub na fejsie. Dla osób chętnych biorących udział w zabawie, a chcących sobie uporządkować wszystko Ala przygotowała tabelkę, którą można uzupełnić w google documents, tylko trzeba utworzyć dla siebie kopię i ją oddzielnie zapisywać, tak aby nie psuć innym ich zapisków.   Mam nadzieję, że działa, jeśli nie dajcie znać. 
Można też sobie po prostu ściągnąć taką tabelkę i kolorować;-)
 

A teraz już serdecznie zapraszam na