Szukaj na tym blogu

Ładowanie...

czwartek, 22 września 2016

WDiC - powrót do świata dzieciństwa

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.

Bardzo też lubię zaglądać na wasze blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. * 
 
 

Muszę Wam zdradzić wielki sekret. Jako dziecko nienawidziłam Akademii Pana Kleksa. Była dla mnie głupkowata, niepoważna, taka wielka bzdura. A do tego jeszcze ten film, w którym nawet pan Fronczewski (aktor, którego uwielbiam) działał mi na nerwy. 
Muszę wyznać, że ja w ogóle nie lubiłam polskich filmów dla dzieci lub młodzieży, nie oglądałam teleranków czy tym podobnych programów. Większość tych produkcji mnie drażniła. 
Ale teraz muszę się przeprosić z Panam Kleksem i przeczytać, by przerobić go razem z córką. Więc czytam... Od tygodnia przeczytałam 2 strony. 
 
A robótkowo, bardzo powoli, kilka listków haftu przybyło. A robi się zimno i przydałoby się kilka sweterków dokończyć. 
 
A co u Was słychać? Zapraszam na 
 

 



   
   

środa, 14 września 2016

.. I nigdy nie chodziłem do szkoły - wpis w ramach WDiC

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.

Bardzo też lubię zaglądać na wasze blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. * 


Jak widać na załączonym obrazku, moje druty mają urlop, a ja zabrałam się za inne robótki. Po pierwsze wyciągnęłam haft. Już jakiś czas temu pokazywałam wam te białe płótno, które w przyszłości ma być firanką. Tempo mam strasznie wolne, więc nie wiem zupełnie kiedy zawiśnie ona na najmniejszym w moim domu oknie.

Poza tym zabrałam się za lepienie masy solnej. Miała to być forma spędzenia czasu z dzieckiem, ale Judytę jakoś ta czynność nie porwała, a za to ja zaczęłam wymyślać już kolejne aniołki, a może i inne stworki. Nawet nie zniechęciła mnie wpadka z piekarnikiem. W wyniku zwykłej nieuwagi (chciałam wykorzystać nagrzewanie piekarnika przed wstawieniem ciasta, ale chyba temperatura była jednak za wysoka) mam teraz aniołki - mulatki. Mam nadzieję, że Judyta pomoże mi chociaż je pomalować i z czasem zachęci się do robienia. 

A czytałam ostatnio lekturę, którą po prostu jestem zachwycona. To "...I nigdy nie chodziłem do szkoły" Andre Stern. To interesująca opowieść człowieka, który od dziecka uczył się tego co go naprawdę interesowało, przy wsparciu rodziców oczywiście. Nie jest to książka przeciwko szkole, przeciwko systemowi edukacji, a po prostu fascynująca relacja. Czytałam i sobie tak myślałam, że ten to miał szczęście. Uczył się tego co lubił, w przyjaznych warunkach, chodząc na interesujące go kursy, do muzeów, czytając godzinami książki i bawiąc się. Wprawdzie ja na swoje lata szkolne nie mogę narzekać za bardzo, przynajmniej do skończenia szkoły podstawowej, ale teraz szkoła jest inna. 

Jeśli chciał czytać, to czytał. Jeśli postanowił przez 6 godzin uczyć się niemieckiego, to to robił. Jeśli przez wiele tygodni, czy nawet miesięcy chciał oddawać się tworzeniu gazety o samochodach, to nikt mu nie zabraniał. Nikt mu nie zabraniał się bawić, od tego nie odrywał, bo jego rodzice wychodzili z założenie, że podstawą kształcenia się dziecka jest jego naturalna ciekawość, którą można właśnie zaspokajać poprzez zabawę. W ten sposób nigdy nie przechodził fazy buntu, nigdy nie musiał odcinać pępowiny. 

Andre Stern nie chodził do szkoły, a jest obecnie muzykiem, kompozytorem, lutnikiem, dziennikarzem i pisarzem, chociaż na potwierdzenie swoich umiejętności nie ma żadnego papierka. Jest też szczęśliwym mężem i ojcem.

Czytając tak sobie myślałam, że miał on też to szczęście, że mieszkał w dużym mieście, pełnym muzeów, teatrów i koncertów, a także miał rodziców, którzy dopasowali (szczególnie matka) swoje życie do potrzeb dziecka. Rodzice byli przy nim i jego siostrze, ale ich obecność nie polegała na komentarzach, chwaleniu lub wpływaniu na to co dzieci robią. Myślę, że raczej na podsycaniu zainteresowań.


A teraz zapraszam Was na 







   
   

środa, 7 września 2016

WDiC - Projekt Szczęśliwy Dom

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.


Bardzo też lubię zaglądać na wasze blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. *





Jakoś będąc na fali książki "Mniej" postanowiłam przeczytać Gretchen Rubin "Projekt Szczęśliwy Dom". Wbrew pozorom to nie jest książka o porządkowaniu domu, przebudowach wnętrz, czy czymś podobnym (poza pierwszym rozdziałem), a raczej o rodzinie, na jakich polach autorka chce poprawić swoje rodzinne relacje i swoje nastawienie, by nie tylko ona, ale też cała rodzina czuła się szczęśliwa.

A na drutach wciąż ta sama bluzeczka. Został mi jeszcze kawałek tułowia, a potem rękawy będę robić. 

A co u Was słychać?
Zapraszam na 





   

   

środa, 31 sierpnia 2016

Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków. WDiC

Czy bylibyście w stanie dobrowolnie zrezygnować z kupowania? Przez miesiąc? A może przez rok? 

Ja na pewno nie, mimo iż i tak uważam się za osobę mało wymagającą w tym względzie. 

Oczywiście nie mówimy tu o niekupowaniu rzeczy, które wykraczają poza skromną listę przedmiotów niezbędnych, jak np. jedna para butów na rok lub papier toaletowy i zwykłe mydło. 

Na taki eksperyment zdobyło się 12 rodzin, które opisała w swojej książce Marta Sapała. 
Szczerze polecam "Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków". 

Po przeczytaniu tej książki myślę, że takie życie bez kupowania to praca na cały etat i nie jest to możliwe jeśli nie jesteś członkiem jakiejś społeczności - młodych mam, sąsiadów, działkowców. Tylko wtedy możesz pozyskać potrzebny towar za towar. Bo nie ma co ukrywać, jeśli chodzisz do pracy to potrzebujesz nowych butów lub ubrań, gdyż wszystko się po prostu niszczy. Jeśli masz dzieci, potrzebujesz dla nich ubrań, zabawek, materiałów plastycznych, książek i wielu wielu innych rzeczy. 


Ale taki eksperyment na pewno pomaga sobie uświadomić, czy duża część rzeczy, która trafia do naszego koszyka jest naprawdę niezbędna. Czy wracamy z zakupów do domu i prawie natychmiast zapominamy o tym co kupiliśmy, a w szafkach mamy przeterminowane kremy do twarzy, stare lakiery do paznokci, czasopisma nawet nie przejrzane, czy jak w przypadku dziergoholiczek pudła włóczek? 

To nie jest tylko zapis przeżyć uczestników eksperymentów. Tego to nawet jak dla mnie jest trochę za mało. Ja bym chciała wszystko poznać ze szczegółami i dlatego w wolnych chwilach chcę się zapoznać z nieprowadzonym już, ale dostępnym blogiem autorki nie kupuję. obserwuję.  Książka wsparta  jest wieloma danymi dotyczącymi  ogólnie mówiąc światowego rynku i konsumpcji. I sporą liczbą lektur, które chciałabym zdobyć i przeczytać. 

Książkę przeczytałam dzięki mojej bratowej (dziękuję za jej pożyczenie) , która stwierdziła, że ta lektura pomogła wymieść jej wiele niepotrzebnych rzeczy z szaf. Na mnie jeszcze w ten sposób nie zadziałała, ale może to raczej kwestia mojej podświadomości. 

W formie audiobooka zapoznałam się też w minionym tygodniu z pozycją Beaty Pawlikowskiej "W dżungli podświadomości". 

I teraz mogę spokojnie na podświadomość zwalić moje bałaganiarstwo i łapanie wielu srok za ogon. Oczywiście te zwalanie jest tylko z przymrużeniem oka. Teraz mam zamiar przyswoić kolejną pozycję tej autorki "Księgę kodów podświadomości" i może w końcu zmienić się w chodzącą doskonałość.  Jak się uda, to na pewno dam Wam znać.

A na drutach sweterek robiony metodą na "C" czyli contiguous. Robię z pokazywanych w zeszłym tygodniu 4 motków włóczki skarpetkowej z Lidla - w sumie 800m w 200gramach. Zobaczymy czy się uda, na razie jestem w 3 motku. Najwyżej znowu wyjdą mi przykrótkie rękawy. 

A teraz zapraszam już Was na



   
   

środa, 24 sierpnia 2016

Sąsiad, czyli WDiC jak co środę

Środa to ostatnio bardzo dziwny dzień. Zawsze musi mi coś wyskoczyć i zamiast wcześniej to co raz później pojawiają się te moje posty z cyklu Wspólne Dzierganie i Czytanie. Ale już jestem.

Najpierw to co na drutach.

Wczoraj skończyłam skarpetki. Jeszcze zostało uprać i schować niteczki i można pokazywać w pełnej krasie. 

Spodobało mi się to skarpetkowanie, więc wyciągnęłam kolejne zapasy z Lidla, włóczkę, która jest mieszanką bawełny, wełny i poliamidu i ... jest jej 800 metrów w 200 gramach a mi zachciało się swetra lub choćby małej bluzeczki. Nie wykluczone, że gdzieś w moich przepastnych zbiorach pałęta się jeszcze druga taka paczka, ale raczej wątpię. Z takiej ilości nie wyjdzie mi sweterek, a tak do mnie ta włóczka woła, tak woła: "Bluzeczkę zrób, bluzeczkę zrób!" I nie chyba nie zostaje mi nic innego jak zacząć, a potem modlić się o cud.

A na skarpetki poszukam czegoś innego - mam taką samą włóczkę jeszcze w kolorze zielono-różowym, więc może z niej zrobię skarpetki.

 

A teraz czytanie lub raczej słuchanie

W zeszłym tygodniu pisałam o książce "Zemsta ubiera się u Prady".
Po przesłuchaniu całej stwierdzam, że nie była tak ciekawa jak pierwsza część. Szczególnie, że wciąż i wciąż tymi samymi słowami wracała bohaterka do przeszłości, za każdym razem trochę dodawała, by rozwinąć historię, ale w sumie to pewnie udało by się wszystko opisać na połowie stron. 

Jednakże nie zrażona, od razu sięgnęłam po kolejnego audiobooka w Legimi i tym razem wybrałam autorkę, której jeszcze nie znałam - Lisę Gardner i pierwszy tytuł jaki pojawił się katalogu - "Sąsiad" i wsiąkłam. 

To jest to. 

Trzyma w napięciu, ukazuje świat pełen potworów, ale nie sprawia przy tym, że człowiek od razu szuka miski na wymioty, jak przy niektórych kryminałach.  Zakończenie zaskakujące. I takie jak lubię. Na pewno wkrótce sięgnę po następny kryminał tej autorki. 

I zaczęłam znowu kupować kolekcję, tym razem Wielcy Malarze. Broszurowe wydanie, pierwszy tom kosztował 9,99, a następne mają być już po 23 złote i się chyba będę długo zastanawiać czy kupię. 

Tak się rozgadałam wieczorową porą, a teraz już Was zapraszam na 






   
   



środa, 17 sierpnia 2016

Pada, więc co pozostaje poza czytaniem? - WDiC

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.


Bardzo też lubię zaglądać na wasze blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. * 
 


Nie wiem jak u Was, ale w Suwałkach pogoda zupełnie nie jest letnia, raczej bardziej jesienna. W nocy temperatura potrafi spaść poniżej 10 stopni, a dziś np. cały dzień pada deszcz i jest tylko 15 stopni ciepła. 

W takich warunkach coraz częściej mam zimne stopy i pomyślałam oczywiście o wełnianych skarpetkach. Poza tym jakiś czas temu kupiłam sobie pierwszy zestaw bambusowych drutów pończoszniczych i w końcu trzeba je wypróbować. Chociaż powszechnie wiadomo, że ja uznaję tylko druty z żyłką.
Ale pierwsze wrażenie jest pozytywne. Druty mi nie uciekają, aczkolwiek trochę boję się, że je ścisnę zbyt mocno i się połamią. Jak widać dopiero zaczynam dziergać te skarpetki. Wyciągnęłam jakąś starą włóczkę z Lidla i próbuję Zigzagular Socks na drutach 2,5mm

Jeśli zaś chodzi o czytanie, to na razie porzuciłam "Małżeństwo wagi półciężkiej" Irvinga, jakoś denerwował mnie ten amerykański styl. 
A ponieważ wraz z chłodniejszą pogodą zaczyna się mój poważniejszy sezon biegania, to oczywiście poszukuję najbardziej odpowiedniej diety. Niestety każde ciastko i czekoladkę odczuwam w czasie biegu. I każdą kromkę chleba.

Tak więc pewnie znowu wrócę do diety bezglutenowej. Czytam tym razem "Serwuj, aby wygrać. Plan 14 dni bez glutenu, dzięki któremu osiągniesz mistrzowską formę ciała i umysłu" serbskiego tenisisty Novaka Djokovića
A oprócz tego na słuchawkach dzięki mojemu abonamentowi w Legimi słucham "Zemsta ubiera się u Prady", czyli kontynuację dość znanej książki (która została też zekranizowana) "Diabeł ubiera się u Prady". Całkiem przyjemne czytadło na deszczowe lato. 
A u Was co słychać? Zapraszam Was na 
 
 
   


   

środa, 10 sierpnia 2016

Zaproszenie na Predathlon oraz WDiC, bo przecież dziś środa

Zanim zaproszę Was do Wspólnego Czytania i Dziergania napiszę parę słów o imprezie zwanej Predathlon.

To, że ostatnimi czasy nie piszę o bieganiu, nie znaczy, że zarzuciłam ten sport, co więcej zaczęłam dosyć bacznie obserwować sportowe imprezy. 
A Predathlon to sportowa impreza organizowana między innymi przez Iwonę, która występowała gościnnie kilka razy na moim blogu. Tym bardziej kibicuję i trzymam kciuki za powodzenie.

Predathlon to triatlon, w którym nie trzeba umieć pływać wpław. Trzy dyscypliny sportowe - rower, kajak i bieg i to w jednym z najpiękniejszych zakątków Polski, czyli na Suwalszczyźnie, nad najgłębszym polskim jeziorem,  czyli jeziorem Hańcza.



Impreza odbywa się 3 września, czyli to idealny sposób by pożegnać lato i powitać złotą polską jesień (mam nadzieję). 
A wygląda tak: 
9 km rowerem
9 km kajakiem
17 km rowerem 
i na końcu 10 km bieg

Rower trzeba mieć swój, ale kajaki zapewnia organizator.

Dodatkowo na 6,5 km jest bieg dla osób, które nie będą startowały w triatlonie. Jeśli ktoś nie chce biec, może ruszyć na trasę z kijkami. 

Kilometraż niby nie jest wielki, a impreza ma charakter amatorski, jednak nikt się nie będzie nudził, bo jak to organizatorzy określili najbardziej płaskim odcinkiem Predathlonu jest jezioro Hańcza, które pokonujesz w kajaku. 

Rozumiem, że większość czytających mnie dziewczyn raczej nie podejmie się takiego wyzwania, ale może ktoś z waszych najbliższych byłby zainteresowany. 

Zapisy na stronie http://www.zawodysportowe.info/predathlon/ , dodatkowe informacje na fejsbuku na stronie Predathlonu (tam można poczytać o ludziach, którzy organizują imprezę i będą brali w niej udział)

Ja sama zamierzam wziąć udział tylko w biegu na 6,5 km i też serdecznie zapraszam. 

Wrzucę Wam jeszcze zdjęcie, jak z koleżankami (szczególnie z Iwoną - w środku) reklamowałyśmy imprezę w  czasie niedzielnego Biegu Wśród Krasnych Pól. 



A teraz już parę słów o WDiC

Czytam ... och, jak zwykle kilka książek na raz. 
Skończyłam tylko co książkę pt. "Milaczek" Magdaleny Witkiewicz. O ile się nie mylę to była debiutancka powieść tej autorki, w kolejce mam pozostałe, szczególnie planuję "Szkołę żon", ale i inne tytuły i okładki wyglądają zachęcająco, szczególnie, że są jeszcze następne tomy z Mileną w roli główniej "Panny roztropne" oraz "Szczęście pachnące wanilią"
"Milaczek" to opowieść o Milenie, która jest przed 30-dziestką, wiecznie się odchudza i szuka oczywiście miłości. To również powieść o Zofii, która jest już po 60-ce, wspiera Milenę, podsuwa jej dentystę, tzn. umawia ją z dentystą i sekunduje ich związkowi, sama w między czasie przechodząc uczuciowe burze. Jest to też opowieść o Bachorze, czyli niezwykłej 7-mio letniej Zuzannie. Czyta się szybko, sprawnie, aczkolwiek brakuje mi pewnej klamerki spinającej niektóre sceny, co nie znaczy, że nie można się domyślić co i jak.





Po skończeniu Milaczka, zaczęłam czytać "Małżeństwo wagi półciężkiej". Na razie po kilku stronach trudno określić, czy mi się podoba, ale będę kontynuować. 

Na drutach zaś monogamia całkowita - wciąż ta sama chusta, kilka rzędów może przybyło. Dziergam tylko jak coś fajnego w tv się trafi, a że nie trafia się często, to postęp w dzierganiu nikły.  

Ktoś mnie pytał co to za włóczka, to pokazuję na zdjęciu bandrolkę, a jakby dobrze nie było widać, to dodam, że to Alize Kid Royal. 

A teraz zapraszam już Was na 



   

   

Newsletter