środa, 26 listopada 2014

Wspólne dzierganie i czytanie

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.
Bardzo też lubię zaglądać na wasz blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. * 




Ale zaszalałam wczoraj :-) . Pomarzyć fajna sprawa, nawet gdy konto puste, a nawet gorzej. Dzisiaj wracam już na ziemię czyli do książek i dziergadeł. 

Jakoś w sobotę zrobiło mi się nudno i nie wiedziałam co zrobić z rękoma i wróciłam do drutów. Najpierw zabrałam się za czapkę. Sprułam prawie wszystko - tylko "ściągacz" został i zaczęłam robić na nowo, a i tak robię tym samym wzorem - po co było pruć? A no po to by sprawdzić czy nowe pomysły są lepsze od starego. Nie były ;-)

Za to ze sweterkiem utknęłam przy drugim rękawie. Robię ten sweter już z dwa miesiące, ale już zbliżam się ku końcowi, na szczęście. Jak zrobię ten rękaw, to już potem z górki. Czy wy też nie lubicie robić rękawów?

Jeśli zaś chodzi o czytanie to "Fabrykantkę aniołków" już przeczytałam całą (czyli obie części podzielone przez wydawnictwo). Małżeństwo po przejściach - Ebba i Marten przyjeżdżają na wyspę Valo nieopodal Fjallbacki i od razu zaczynają się kłopoty - ktoś podpala drzwi ich domu, potem ktoś strzela do Ebby.  Z wyspą i domem należącym do Ebby wiąże się tajemnica zniknięcia rodziny Svensonów. Oczywiście na miejscu zdarzeń nie może zabraknąć rzutkiego policjanta Patricka i jego żony - pisarki, która już od dawna interesowała się wydarzeniami, które miały miejsce w 1974 roku na Valo. Tym razem Erika, naraża na niebezpieczeństwo nie tylko siebie, ale także swoją siostrę Annę. Camilla Lackberg wplata w opowieść wątki historyczne i polityczne związane z nazistami. O ile rozwiązanie zagadki współczesnych wydarzeń na wyspie nie jest bardzo trudne, o tyle takiego rozwiązania wydarzeń z lat 70 nie spodziewałam się. Książka niezła, ale nie czułam jej klimatu tak bardzo jak podczas czytania Syrenki, która jak na razie jest moją ulubioną książką Camilli Lackberg. 

A w tym tygodniu zamierzam przeczytać "Zupę z granatów" autorstwa Marshy Mehran, która stoi na mojej półce już od dawna. Ponoć podczas czytanie tej książki człowiek robi się głodny. Ale o tym napiszę następnym razem. 

A teraz zapraszam Was serdecznie na 





   


   


wtorek, 25 listopada 2014

Mój list do Świętego Mikołaja


Dziś będę całkowicie i zupełnie egoistyczna. Nie wiem jak wy, ale jak mnie ktoś pyta co bym chciała dostać, to zwykle mam problem z udzieleniem odpowiedzi. W końcu wybieram książkę, piżamę czy ładny komplet pościeli, bo tak jest rozważniej, praktyczniej.

Ale dzisiaj postanowiłam zaszaleć, puścić wodzę fantazji i napisać list do Świętego Mikołaja tak jak to robią dzieci  nie zastanawiając się ile to kosztuje, jak to zdobyć i czy mi się do czegoś przyda.

Taka materialna lista marzeń.

Lampka na klipsie do czytania (zaczynam stopniowo). Bardzo by mi się przydała do czytania w łóżku, może by nie przeszkadzała połówkowi w spaniu.


Notebook z odłączanym dotykowym ekranem najlepiej firmy HP Pavilion - poszalałam ;-). Ostatecznie mógłby być tablet plus klawiatura.




Perfumy J'adore L'absolu firmy Dior - uwielbiam ten zapach.



Skórzana torebka w burgundowym kolorze np. firmy Vera Pelle 





Cienki zegarek na rękę na srebrnej bransoletce. Problem tylko w tym, że damskiego nie mogę znaleźć, a męskie są za duże, ale w końcu to ma być problem Mikołaja a nie mój.





I jeszcze buciki do polatania po mieście.  Np. takie z fajnym obcasikiem firma Eamz Alexa


To już chyba wszystko. Jak widać, nie marzę wcale o jakichś ekskluzywnych włóczkach, drutach.

No może tylko taki mały kołowrotek Fantazja od państwa Kromskich.

I jak Wam się podoba mój list do Świętego Mikołaja? A Wy, o czym marzycie?

Pozdrawiam serdecznie

niedziela, 23 listopada 2014

Się wyprzedaję!

Pewnie wiecie, że od jakiegoś czasu mam sklepik na Etsy. Chciałam sobie w ten sposób dorobić na włóczki. Nie zakładałam, że będzie on szalenie się rozwijał, powiedzmy na kilka, może kilkanaście motków się udało zarobić. Mam jeszcze sporo dziergadeł, których nie sprzedałam, ale założyłam sobie, że tylko do 1 grudnia będą one dostępne w tym sklepie. Potem będę tam zamieszczać tylko wzory. 

Tak więc jeszcze do końca listopada można kupić wszystkie moje dzianiny z 40% rabatem. Rabat jest już naliczony. 


Zdjęcie zaprowadzi Was do mojego sklepiku. 

Również kamizelka, którą pokazywałam w zeszłym tygodniu jest do kupienia. Niestety osoba, dla której ją robiłam, stwierdziła, że się nie dogadałyśmy, że nie o to jej chodziło. Nieważne.  Mogę doszyć guziczki lub zostawić tak jak jest i jest do wzięcia za jedyne 150 zł plus koszty przesyłki.

rozmiar M - kontakt na maila: makneta@gmail.com

I jeszcze na koniec - w końcu wydałam wzorek Umbrellas Shawl, który był napisany i przetestowany ponad rok temu. Po pierwsze, miał on być częścią większego wspólnego przedsięwzięcia, które jednak nie wyszło. Po drugie, ja i moje odwieczne odkładanie. Ale wzorek jest. Dostępny jest po angielsku i po polsku i do 28 listopada do północy jest 20% tańszy. Żaden kod nie jest potrzebny. 

zdjęcie przeniesie Was do mojego sklepiku na Ravelry

Bardzo dziękuję, że jesteście i czytacie. 


Kalendarz adwentowy - inspiracje z sieci

Do grudnia jeszcze tydzień, więc jeszcze jest trochę czasu, by przygotować kalendarz adwentowy. 

Zanim się obejrzę, a moja córka będzie już dużą panienką, a nie małą dziewczynką, więc muszę celebrować te chwile dzieciństwa jak najdłużej. W tym roku koniecznie muszę jej przygotować kalendarz z drobnymi niespodziankami, tak byśmy radośnie przeżywały nadejście Świąt Bożego Narodzenia.

Jeśli ktoś ma zacięcie to może wydziergać 24 skarpetki lub rękawiczki, torebeczki, czapeczki czy też mini sweterki. Niestety tak bardzo jak mi się podobają taki dziergane kalendarze - girlandy, tak bardzo nie lubię dziergać małych form.  Ale popodziwiać można

Opis wykonania tej girlandy skarpetkowej można znaleźć na blogu Drutele



Szybciej nam pójdzie, gdy wykonamy kalendarz z papieru
np, używając torebek śniadaniowych, jak to zrobiła autorka bloga Kreatywne Dekoracje


Bardzo też mi się podoba pomysł wykorzystania pudełek od zapałek. Można zrobić gwiazdę betlejemską


domki 


choinkę


Jeśli nie wyrzucaliśmy od jakiegoś czasu rolek po papierze toaletowym to możemy zrobić taki fajny domek - kalendarz


A Wy przygotowujecie swoim dzieciom kalendarze adwentowe?




piątek, 21 listopada 2014

Ważny szczegół - wyzwanie dzień 5

Dzisiaj ostatni dzień wyzwania - ważny szczegół. 

Jak powszechnie wiadomo, bardzo lubię robić na drutach. Najważniejszy jest dla mnie sam proces - wymyślanie, liczenie oczek, machanie drutami. Ale jak się już przerobiło wiele kilometrów włóczek to już chyba czas najwyższy cieszyć się efektami swojej pracy. 

Czego brakuje by cieszyć się np. sweterkiem? - odpowiednich guzików. Wciąż nie mogę się zdecydować jakie guziki przyszyć do sweterka ;-)


W życiu nie jestem perfekcjonistką, ale jeśli chodzi o dzianinę to niedociągnięcia mi przeszkadzają. 

Jeśli chcecie zobaczyć co jest ważnego dla innych dziewczyn zapraszam do Uli.

czwartek, 20 listopada 2014

Czego nowego nauczyłam się w poprzednim miesiącu - wyzwanie dzień 4

Chodzę po domu, przekładam ciuchy i inne rzeczy, tzn. "sprzątam" i rozmyślam nad tym czego to ja nauczyłam się w poprzednim miesiącu. Ponieważ już jestem w takim wieku, że albo się wszystko wie, albo się już jest po prostu za starym by się uczyć nowych rzeczy, to bardzo trudno mi było znaleźć odpowiedź na te pytanie. 

Łatwiej mi jest napisać czego dowiedziałam się w zeszłym miesiącu, bo o nauczeniu się mogę powiedzieć dopiero wtedy, gdy przyswoiłam sobie jakąś wiedzę i umiem ją wykorzystać w praktyce. 

Na razie moim objawieniem jest to, że minimalizm jest dużo trudniejszy niż mógłby się wydawać. Nie wystarczy latać w tych samych portkach na okrągło, z biżuterii nosić tylko zegarek, a w domu mieć dwie szafki na krzyż.  Minimalizm to prostota, porządek, umiar i dyscyplina. 

O ile prostota (bo w sumie głównie o prostotę w życiu mi chodzi), a nawet porządek i umiar wydają się dla mnie czymś oczywistym, to jednak owa dyscyplina spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. 

Oczywiście mam zasady, do których się stosuję, ale cała reszta to wielki spontan - nie chcę mi się sprzątać, to  nie sprzątam, nie chce mi się iść na przyjęcie do "cioci"  to nie idę, mam ochotę czytać 2, 3 a może i 10 bloga na raz, patrząc jednym okiem na robótkę a drugim w telewizor, to tak robię, chcę siedzieć do późna w nocy do siedzę, bo wciąż szkoda mi czasu na spanie, wciąż mi się wydaje, że coś przegapię w obrębie moich zainteresowań, to siedzę.  W rezultacie moja najczęstsza myśl, nierzadko wypowiadana głośno to "jestem zmęczona".

Dopiero te zdania z książki Minimalizm po polsku autorstwa "Anna Mularczyk-Meyer" : 

"Dopóki nie oswoję się z myślą, że nie uda mi się zrobić wszystkiego, co chcę, dopóki nie zrozumiem, iż próbując to robić, niszczę samą siebie, dopóty nie osiągnę wewnętrznej równowagi. Zamiast starać się zaspokoić nienasycenie, trzeba je wyciszyć" 

uświadomiły mi dlaczego tak jest.  Trzeba sobie narzucić dyscyplinę, ograniczenia, by tak jak pisze autorka książki "nie spalić się w rozpaczliwych próbach pochłonięcia całego świata i zrobienia wszystkiego, co lubię i potrafię robić".
  

obrazek pochodzi z  http://gde-fon.com/

 A czego nauczyły się inne dziewczyny? Zajrzyjcie do Uli.




środa, 19 listopada 2014

Wspólne dzierganie i czytanie oraz wyzwanie dzień 3

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.
Bardzo też lubię zaglądać na wasz blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. * 




A jednak nie udało mi się skończyć długiego sweterka. A rudzielca znowu muszę pruć. Jakoś w tym tygodniu nie miałam zbytnio weny na dzierganie. Bo ile można pruć i dziergać i tak w kółko. Jakoś ta kreatywność to wkrótce zabije moją miłość do dziergania. No może aż tak źle nie będzie, ale malutka przerwa na pewno dobrze mi zrobi (i moim robótkom).

Jeśli zaś chodzi o czytanie, to tylko co zaczęłam kolejną powieść Camilli Lackberg "Fabrykantka aniołków", ale za wiele na razie nie mogę napisać, bo tylko co zaczęłam. Może w przyszłym tygodniu będzie u mnie z czytaniem lepiej. 

I przepraszam, że dzisiaj znowu późno - tym razem z roweru nici, bo takie coś białe i śliskie z nieba spadło, ale za to wydałam ostatnie pieniądze z okazji wizyty z córką u dentysty. 

Co i rusz coś, tak mnie to życie umęczyło, że musiałam wziąć 2 dni wolnego. I od jutra, w sumie to już od teraz, mam długi weekend, yupiiiii!

Jeśli macie ochotę zobaczyć co kreatywnego wymodziły dziewczyny biorące udział w wyzwaniu Uli to zapraszam TUTAJ 

A stałe bywalczynie i oczywiście wszystkie nowe chętne osoby zapraszam do dzielenia się swoimi linkami do wpisów z cyklu




   


   

wtorek, 18 listopada 2014

Ulubiona lista muzyczna do pracy kreatywnej - wyzwanie dzień 2

Czasami są takie dni, że wszystko staje na głowie - trzeba zostać dłużej w pracy, w domu okazuje się, że w trakcie czyszczenia komina rozszczelniły się rury wentylacyjne w kominku i dom jest pełen dymu. Dom trzeba wietrzyć, dzieci rozprowadzić po babciach i jeszcze polecieć z powrotem do pracy na jakże przyjemne szkolenie o dupie Maryni i spotkanie z rodzicami.

I tak o to moje plany rowerowe uleciały z dymem ;-)

Tak więc muszę dodać, że przy wczorajszym wyzwaniu pisałam wszystko z przymrużeniem oka, bowiem "człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi".  Ja nawet jednego dnia nie mogę zaplanować, tak by się wszystko mi po drodze nie rozsypywało.

A jeśli chodzi o muzykę, to muszę się przyznać, że chociaż jestem żoną faceta znającego się na muzyce, próbującego wielokrotnie od ponad dwudziestu lat zaszczepić we mnie bakcyla, przynoszącego mi w naszych nastoletnich latach składanki muzyczne zgrane specjalnie dla mnie, co i rusz egzaminującego mnie - "a pamiętasz czyje to, a z jakiej to płyty",  to niestety (niestety dla mojego męża) zupełnie, totalnie nie znam się na muzyce, nie słucham, a nawet marudzę mojemu facetowi, żeby słuchał ciszej, nie chodzę na koncerty (ale mężowi nie zabraniam), nie mam  grup, piosenkarzy czy piosenek, bez których nie wyobrażam sobie życia. Od czasu do czasu jakaś melodia wskoczy do głowy, ale z rzadka.  

Co więcej, w działaniach kreatywnych muzyka mi przeszkadza. Kiedy rysuję, maluję czy nawet szyję to niczego nie mogę słuchać, bo muszę myśleeeeeeeeeeeeeć. Kiedy zaś robię na drutach to oglądam TV, czytam książki - papierowe lub e-booki albo serfuję po necie.  Kiedy piszę bloga lub wzory, to wolę ciszę - względną ciszę, bo w moim domu o idealną ciszę bardzo trudno. Muzyka jest dla mnie do tańca, tło w barze, ale nic poza tym.

Jednakże, żeby nie było tak, że ja nic a nic to zaserwuję mój ulubiony kawałek, do którego od czasu do czasu wracam. 



Tak, dostałam całą kasetę "Brothers in arms" Dire Straits od jeszcze wtedy chłopaka. A ten utwór ze względu na saksofon jest tym naj.

A wy macie swoją listę utworów do słuchania przy pracy kreatywnej?
Po prawdziwe inspiracje muzyczne zapraszam do Uli i innych osób biorących udział w wyzwaniu. 




poniedziałek, 17 listopada 2014

Co bym zrobiła, gdybym miała 100tyś zł na koncie w banku - wyzwanie dzień 1

Pamiętacie listy z wakacji do rodziców? "Kochane pieniążki przyślijcie rodzice". Teraz rodzice już mi pieniążków nie dają (raczej), ale czasami by się przydała taka piękna okrągła kwota na koncie na drobne wydatki ;-) 

Gdybym tak nagle miała na koncie tytułowe 100 tysięcy złotych, to najpierw kupiłabym dużą, rozłożystą kanapę, najlepiej w kształcie litery L lub U, tak żebym mogła się na nią walnąć razem z mężem i może jeszcze jakąś domową przylepką.

Najlepiej taką:


O tak, na takiej kanapie to wszyscy się zmieszczą :-)



A potem na tej kanapie zaplanowałabym spełnienie marzenia każdej niemal dziewiarki - czyli sklepik z włóczkami.

 
I mogłabym do woli je głaskać i miziać i wymyślać projekty, których wcale nie musiałabym nawet realizować.


Resztę zdeponowałabym na kilku kontach oszczędnościowych :-) Może raz w życiu miałabym trochę kasy. 


Pomarzyć dobra rzecz :-) 

A Wy co byście zrobiły z taką wolną stówką ?

Jeśli chcecie dowiedzieć się co zrobiłyby inne dziewczyny zapraszam do zajrzenia do wyzwania Uli.



niedziela, 16 listopada 2014

Pokój - Emma Donoghue

Motto:

O synu, trwoga w sercu mym, gdy ty spokojnie śpisz!
Gdy ciebie wiedzie błogi sen
w czarownych, dziwnych marzeń kraj, 
my w łodzi strasznej, która 
gdzieś płynie hen w bezkresny mrok
Simonides Z Keos (556 - 468 p.n.e)
Danae
                                                                                                 

Pokój to opowieść, której narratorem jest 5-letni chłopiec, Jack. Tytułowy Pokój jest całym znanym mu światem. Mieszka w nim od urodzenia wraz ze swoją mamą. Tylko w nocy przychodzi do nich Stary Nick, ale wtedy Jack musi siedzieć w szafie, przykryty kocem, tak by Nick go nie widział. Każdy dzień ma określony porządek - ściśle wyznaczone przez mamę pory posiłków, lekcje, wspólne czytanie książek, oglądanie telewizji i chodzenie spać. 

Czytałam tę historię z ciągłym nieprzyjemnym uczuciem czającym się na karku, początkowo musiałam przerywać czytanie co kilka stron. Byłam pełna podziwu dla matki, która robiła wszystko by jej dziecko czuło się w tych ekstremalnych warunkach bezpieczne i kochane, dobrze się rozwijało na miarę możliwości. Stopniowo ciekawość wzięła górę nad uczuciem niepokoju, musiałam jak najszybciej dowiedzieć się co stanie się z bohaterami, czy uda im się wydostać na zewnątrz, jak będzie wyglądało ich życie. 

Książka jest dobra, podoba mi się dziecięca narracja, dzięki której ta dramatyczna historia jest opowiedziana w dość subtelny sposób - dziecko nie wszystko widzi, nie wszystko rozumie, a my czytając sami sobie dopowiadamy całą prawdę. 

Niestety Mama tak naprawdę wg mnie nie wydostaje się z Pokoju.  Wielu z nas też ma swoje Pokoje - wystawiamy ręce i nogi, nawet wychodzimy na zewnątrz, uśmiechamy się i staramy się prowadzić normalne życie, a w środku wciąż czujemy się ograniczeni, stłamszeni i czegokolwiek byśmy nie robili to uczucie wciąż wraca.

Ponoć powieść ta ma zostać zekranizowana. Pożyjemy, zobaczymy co z tego wyjdzie.