Szukaj na tym blogu

środa, 19 kwietnia 2017

WDiC - Get Rich Lucky Bitch

Czytam

Miałam zamiar w czasie Świąt przeczytać coś lekkiego i przyjemnego. Ale tuż przed świętami sięgnęłam po książkę o pieniądzach, można powiedzieć po książkę o samorozwoju i po prostu nie mogłam się od niej oderwać. Od pewnego czasu już obserwuję autorkę tej książki Denise Duffield-Thomas i obejrzałam już masę jej filmików na youtubie (można by powiedzieć, że takim stalkerem jestem, niestety na żadne inne jej produkty poza książką mnie nie stać) i mimo iż dużo rzeczy powtarza się w książce i w jej filmikach to bardzo jestem zadowolona z przeczytania tej lektury. Denise jest coachem i mentorem, pochodzi z Australii i pomaga kobietom na całym świecie rozwijać swoje biznesy.
Pełen tytuł tej książki to "Get Rich Lucky Bitch! Release Your Money Blocks and Live a First Class Life", czyli "Bogać się, Szczęśliwa Zdziro! Uwolnij swoje blokady dotyczące pieniędzy i żyj życiem pierwszej klasy". Szczerze to nie wiem, ale raczej wątpię, czy książka ta została przetłumaczona na język polski.

Denise w swojej książce opowiada jak "przyciągać" pieniądze, co zrobić, żeby zarabiać więcej, żeby stale poprawiać jakość swojego życia.  Radzi jak oczyścić swoje złe wspomnienia związane z pieniędzmi, jak formować swoje cele finansowe, jak już teraz czuć się dobrze ze swoimi pieniędzmi i jak już od teraz pozwalać sobie na odrobinę luksusu. A raczej po prostu uświadamia nas, że często nie doceniamy tego co mamy, nawet często nie wiemy ile mamy, bo oddajemy (szczególnie my kobiety) decyzyjność w tych sprawach innym osobom. 
Nie wiem czy słyszeliście o książce i filmie "Sekret", które mówią o istnieniu prawa przyciągania, że jeśli będziemy o czymś intensywnie myśleć, czegoś gorąco pragnąć, to otrzymamy to. "Get Rich, Lucky Bitch" też jest w nurcie prawa przyciągania, też mówi o manifestowaniu (przyciąganiu) pieniędzy, ale tłumaczy jak ważne jest pozbycie się blokad związanych z pieniędzmi, zmiany niektórych przekonań,  jak ważne jest rozprawieniem się ze swoim wewnętrznym sabotażystą oraz dokładne zdecydowanie czego chcemy i ruszenie swojego tyłka z kanapy.
"Get Rich, Lucky Bitch" to druga książka Denise Duffield-Thomas. Jej pierwszą książką jest "Lucky Bitch", której niestety nie czytałam, ale wiem, że Denise opisuje w niej w jaki sposób "przyciągnęła" darmową półroczną podróż po świecie czy też darmowy wstęp na drogi kurs. 
Można oczywiście przyjąć, że się nie wierzy w takie rzeczy, albo można spróbować zastosować się do zaleceń Denise i dać sobie szanse na rozwój i wielką przygodę. 


A na drutach 

Ten sam sweter od paru tygodni. Jak pisałam na poprzednim WDiC musiałam spruć niemal do samego początku. Tak to jest jak się przymyka oko na maleńki błąd, ale co gorsza jak się ma zaćmę i nie pamięta się własnego sposobu dziergania i wciąż dodaje się oczka, zapominając, że trzeba gdzieś je "odebrać". Ale teraz myślę, że będzie z górki. Tylko oczywiście mam nowe zmartwieni - czy wystarczy włóczki? Robię sobie spokojnie, bo aura raczej bardziej zimowa niż wiosenna, wprawdzie u nas nie ma śniegu (poza małymi opadami w pierwszy dzień świąt), ale temperatury osiągają ledwie kilka kresek powyżej zera w ciągu dnia, a w nocy spadają nawet do -5. 

A u Was co słychać? Zapraszam Was serdecznie na 





   
   

niedziela, 16 kwietnia 2017

Przepis na udany związek

W naszej tradycji Święta Wielkanocne tak samo jak i Boże Narodzenie to bardzo rodzinne święta. I dlatego może to odpowiedni czas by pomyśleć o swoim związku i zastanowić się nad wartością, którą my wkładamy w ten związek. 
Dzisiaj wraz z życzeniami zdrowych i pogodnych oraz rodzinnych Świąt Wielkanocnych przekazuję Wam mój sekret na udany związek. 
Mój idealny przepis w skrócie to szczypta miłości i całe morze cierpliwości, a może odwrotnie? Jeśli będziemy mieli morze miłości w sobie i  wokół siebie, to cierpliwości wcale nie będziemy aż tak bardzo potrzebować.




Tak więc cytując za The Beatles - All you need is love. 

 


Najbardziej zaskakującą rzecz pod słońcem, było odkrycie, że ludzie nie pobierają się ze sobą z miłości, a z lęku przed samotnością, pod presją "staropanieństwa" - nawet w dzisiejszych czasach lub po prostu  dla kasy. Niestety w związku też można być samotnym, kasa może się skończyć, a zamiast zostać starą panną można zostać żoną kobieciarza.

A wystarczy związać się z człowiekiem, którego się naprawdę kocha i o którym można powiedzieć, że jest naszym przyjacielem. A jeśli kogoś się kocha, to się go nie obgaduje przed koleżankami, nie narzeka się na niego i nie próbuje go zmieniać. 


Od początku trzeba być sobą.

 


Bez sensu jest chodzenie spać w makijażu albo czekanie aż facet zaśnie i bieg wtedy do łazienki by zmyć z siebie tapetę. Tak samo bez sensu jest  trzymanie swoich emocji i myśli w ukryciu. Jeśli leży nam coś na wątrobie, to należy o tym mówić naszemu partnerowi. Nikt z nas nie umie czytać w myślach, więc skąd nasz ukochany ma wiedzieć, że zrobił nam np. przykrość, albo że czegoś nie lubimy, lub po prostu nie mamy ochoty na coś? Oczywiście trzeba pamiętać, że w związku liczą się uczucia obu osób, nie tylko nas samych. Tak więc komunikujmy nasze pragnienia starając się przy tym nie zranić ukochanego.



Dobra kłótnia nie jest zła. 

 

Czasami atmosfera w domu staje się nie do zniesienia i wtedy czas na burzę z piorunami. Grunt to nie wyciągać  ciężkich dział i nie wypominać wszystkich grzeszków, a skupić się tylko na aktualnym problemie. Kiedy już burza minie, nie ma co się boczyć, obchodzić partnera dookoła i urządzać ciche dni, a trzeba wyciągnąć rękę do zgody i trzymać ją tak długo wyciągniętą, aż nasz połówek zmięknie.
Chociaż ja ostatnio coraz częściej preferuję sposób pewnej starszej pani.

Starsza pani spoczywa na łożu śmierci. Przez wiele lat zabraniała mężowi dotykać pudełka po butach, stojącego na górnej półce w szafie, jednak tuż przed śmiercią każe je sobie przynieść. Wewnątrz znajduje się 25 tysięcy dolarów i szydełkowa serwetka.
Na pytanie męża o serwetkę odpowiada, że jej matka udzieliła jej pewnej rady tuż przed ich ślubem. Młoda żona miała, gdy tylko zdenerwuje się na męża, uszydełkować serwetkę, zamiast wybuchać gniewem. Mąż uśmiecha się błogo. Jak to miło pomyśleć, że tylko raz zdenerwowała się na niego...
Sprawa serwetki wyjaśniona, ale mąż pyta o pieniądze. odpowiedź umierającej żony brzmi: "To pieniądze, które zarobiłam na sprzedaży pozostałych serwetek."




I tak o to doszliśmy do zasady: Żyj i pozwól żyć innym, 


czyli tłumacząc na moje - miej pasję i pozwól mężowi na jego pasje.

 


Fajnie jest mieć wspólne zainteresowania, ale dobrze jest też mieć własne pasje. Nie musimy spędzać każdej wolnej chwili razem i każde z nas ma prawo do czasu dla siebie. 

Zainteresowanie mojego męża uratowały nasz związek. 

W pewnej chwili przeżywaliśmy poważny kryzys - przez kilka miesięcy ze względów na terapie syna mieszkaliśmy w dwóch innych miastach i mieliśmy głównie kontakt telefoniczny lub "randki" co kilka tygodni. Jednakże, po tym prawie roku, ja wróciłam z dziećmi do domu w depresji, a mój mąż nie potrafił początkowo zrozumieć co się ze mną dzieję. Nie raz i nie dwa kłóciliśmy się, aż tynk się sypały i mój mąż zaczął wieczorami coraz częściej wychodzić z domu - nie ma co ukrywać, że wychodził z kolegami na piwo i grać w rzutki. Nie zabraniałam mu, miałam wolny czas, kiedy nikt się do mnie nie czepiał i mogłam spokojnie odpalać druty.  Przez pewien czas prawie każdy wieczór spędzaliśmy oddzielnie. On wciągnął się w darta (rzutki), a ja w druty. Powoli oboje zaakceptowaliśmy swoje pasje, ja jestem dumna z osiągnięć mojego męża (kilka pucharów z lokalnej ligi stoi u nas na półkach), co więcej również zaczęłam rzucać do tarczy, a on chwali się żoną przed znajomymi, że z kawałka sznurka potrafi wyczarować różne cudeńka i nie grymasi już (mąż oczywiście), że w całym domu co otworzysz szafkę to wysypują się kłębuszki włóczki. 



Nie rozumiem kobiet, które wydzwaniają do faceta co chwilę, gdy Ci są na piwie z kumplami, które nie chcą przemierzać kajakiem rwącej rzeki w deszczu i grożą mężowi, że jeśli oni wybiorą się na spływ to wymienią w domu zamki, a potem się dziwią, że po domu chodzi im zrzędliwa baba w spodniach lub facet zakręca się na pięcie i wybiera wolność.



Kobieto, traktuje swojego faceta, tak jakbyś sama chciała być traktowana, a przede wszystkim go kochaj!
 Wpis ten prawie dwa lata temu pojawił się na moim drugim blogu, który miał być takim dodatkowym miejscem do wyrażania mnie samej. Jednak teraz myślę, że jeden blog wystarczy mi aż nadto. 

środa, 12 kwietnia 2017

Wspólne dzierganie i czytanie przed świętami

Obiecałam normalny post w tę środę, a tu znowu trzęsienie ziemi. I teraz już po tym trzęsieniu ziemi dochodzę do siebie. 

Przyznaję się bez bicia, nie czytam ostatnio prawie nic. Zaczęłam czytać książkę o Ho'oponopono, ale doszłam do połowy i zupełnie nie mam czasu na czytanie dalej. Nawet rano podczas moich porannych praktyk Miracle Morning (o których pisałam w niedzielę) moje czytanie ogranicza się do kilku minut i bardziej czytam materiały z różnych wyzwań, w których mimo moich życiowych zawieruszeń, próbuję trwać. 


niedziela, 9 kwietnia 2017

Seria Tu i Teraz - odcinek 2

W tym tygodniu znowu opuściłam WDiC. Jest mi z tego powodu bardzo przykro. Zastanawiałam się nawet czy dzisiejszego wpisu nie dać właśnie z tej serii, ale nie, zapraszam w środę. 
Nie było WDiC, bo miałam ekstremalnie trudny tydzień i mój mózg był całkowicie wyżęty i nie byłam wstanie sklecić kilku sensownych zdań.  Najbliższe tygodnie też nie będą łatwe, ale mam nadzieję, że zaczynam przywykać do sytuacji i łatwiej mi będzie się od niej odciąć mentalnie. 

Miesiąc temu powstał pierwszy wpis z cyklu Tu i Teraz, w którym piszę o tym co u mnie używając słów - kluczy (cykl zapoczątkowała Kasia z Wroqshop


 

Czuję się ....

Ostatnio (od ponad miesiąca) praktykuję bardzo wczesne wstawanie i oddaję się praktyce zwanej Miracle Morning i jestem dość zaskoczona tym jak się czuję. Bo z jednej strony czuję się zmęczona, bo niestety ciężko mi się przestawić na wcześniejsze chodzenie spać. A z drugiej strony czuję się dużo dużo lepiej niż zwykle, bo wcześniej od samego rana byłam śpiąca. Teraz mam ochotę na podejmowanie różnych dodatkowych działań, na branie udziału w różnych wyzwaniach, na poszukiwanie odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Dawno nie czułam takiej wewnętrznej energii, która by mnie tak  rozpierała od środka. Jedynie co mnie troszeczkę martwi, to że moje ciało nie dogania mojego ducha i ona cierpi z niewyspania (chociaż oczywiście w weekendy śpię do oporu, a w tygodniu staram się pamiętać by położyć się jednak troszkę wcześniej, bo inaczej odzywa się we mnie straszna jędza).

 

środa, 29 marca 2017

Znowu środa

Witajcie. 

"Jak uczyć się języków obcych" Luca Lampariello 

 

Kocham swoje Legimi. Jak tylko usłyszę, przeczytam o jakiejś książce, to od razu sprawdzam czy jest dostępna w Legimi. I tak też było z książką młodego włoskiego poligloty Luci Lampariellego. Śledzę jego poczynania od jakiegoś czasu (dzięki youtubowi) i co jakiś czas coraz bardziej jestem w szoku jak ten facet szybko i skutecznie uczy się języków obcych. W chwili obecnej zna 12 języków (wliczając w to jego język ojczysty) i uczy się 13-stego. Wśród tych języków jest również język polski, który jest jednym z najnowszych języków Luci. Wiem, że Luca ma swoją własną metodę uczenia się, więc z radością zabrałam się za czytanie książki "Jak uczyć się języków obcych". 

czwartek, 23 marca 2017

A gdzie post?

Post dopiero dzisiaj. 
Mea culpa.
Coraz częściej mi się zdarza zapomnieć w środę o środowym wpisie. 
Po części dlatego, że środa nagle stała się moim najdłuższym dniem w pracy, a do tego ulubionym dniem połowy ludzkości na różne aktywności i przedsięwzięcia, w których biorę udział. A po części dlatego, że tyle ostatni się u mnie dzieję, że nie nadążam załadować taczki, jak to się mówi ;-) 
Z tym, że to dzieje się to takie trochę niewidoczne dla większości, bo dzieje się we mnie. I stąd trochę zmiana priorytetów. 


Ale już wracam do tematu. 
Czytam to i owo, ale priorytetem w tym tygodniu jest dla mnie lektura mojej córki "Dynastia Miziołków", która w końcu chcę przeczytać i omówić z córką. 

A na drutach wciąż duży sweter. Doszłam do momentu, w którym muszę użyć kitchnera, by zszyć pod pachami zanim połączę przody z plecami i jak zawsze zastygłam. Jakoś nie chce mi się igiełki szukać, szczególnie, gdy oglądam coś w tv lub czegoś słucham i musiałabym się wyłączyć z tego, by świadomie i poprawnie wykonać kitchenera. Tak więc wzięłam się za kolejną rzecz, kolejną chustę. Już w zeszłym roku robiłam chustę z tej włóczki. Nawet skończyłam. Ale nigdy nie uprałam i nie zblokowałam, a kilka dni temu doszłam do wniosku, że jednak na pewno mi się nie podoba i sprułam. 

A co u Was słychać? Zapraszam na 




   
   

środa, 15 marca 2017

Czytacie w obcych językach? - WDiC

Czytacie w obcych językach? 

I nie chodzi mi tu o forum Ravelry czy wpisy blogowe, a o literaturę w języku obcym.

Bo ja przyznaję się bez bicia, że troszkę się lenię. A dobrze by było wyrobić sobie nawyk codziennego czytania. Nic przecież tak nie rozwija jak czytanie. Czyli nic tak nie podnosi umiejętności językowych jak regularna lektura. 

 Dlaczego warto czytać książki w obcych językach?

Czytając książki poznajemy słownictwo, można powiedzieć, że w naturalnym środowisku, tak samo też przeróżne struktury gramatyczne. Ponieważ każdy autor ma swoje ulubione słownictwo, to niektóre zwroty mogą się nam wręcz wdrukować w pamięć.  I dlatego warto sięgać po całe serie. 

Jeśli jesteś w stanie swobodnie czytać literaturę piękną w obcym języku, to znaczy, że twoja znajomość owego języka jest bardzo zaawansowana i bliska rodowitym użytkownikom tego języka. 

Ale czy czekać z czytaniem aż dojdziemy do tak wysokiego stopnia zaawansowania?

1. Moim zdaniem warto korzystać z książek specjalnie przygotowanych dla osób uczących się. W dzisiejszych czasach znajdziemy literaturę dostosowaną do odpowiedniego poziomu. Oczywiście są to często uproszczone wersje znanych książek, lub też historie stworzone specjalnie na potrzeby osób uczących się. Ideałem jest, kiedy książka ma dołączoną wersję audio, bo wtedy możemy słuchać tego co czytamy i w ten sposób, po pierwsze lepiej koncentrujemy się na tym co czytamy, rzadziej odpływamy myślami nie wiadomo gdzie,  a po drugie utrwalamy sobie wymowę słów i kojarzymy ją z pisownią. 

2. Możemy też sięgnąć po oryginalne książki dla dzieci lub młodzieży, ponieważ język w nich jest naturalny ale dużo prostszy niż w literaturze dla dorosłych. 

3. Warto też sięgnąć po książkę, którą już czytaliśmy wcześniej po polsku. Ponieważ znamy ją, wiemy o czym jest, pamiętamy akcję, to nawet sporo ilość nowego słownictwa nie będzie nas zniechęcać.  

Wiem, że sporo osób (ja sama również w przypadku j. hiszpańskiego, o którym sobie co jakiś czas przypominam) chwali sobie naukę poprzez czytanie Harrego Pottera. Książka jest bardzo popularna, więc została przetłumaczona na wiele języków i nie trudno jest znaleźć w sieci kopię książki nie tylko po angielsku, ale i po hiszpańsku, francusku czy norwesku.  A po drugie, jest to książka, która rośnie wraz z bohaterami, a także z  czytelnikiem. Jej pierwszy tom przeznaczony jest dla młodszych dzieci, więc i słownictwo siłą rzeczy jest łatwiejsze niż w tomie siódmym. Ale ponieważ pisarka, jak każdy autor, o czym wspominałam już wcześniej, ma swoje ulubione słownictwo, to używa go często i się nam utrwala. 

4. Kiedy chcecie sięgnąć po książkę w obcym języku, warto najpierw ją przejrzeć i sprawdzić czy na stronie nie ma więcej niż 20 nieznanych wyrazów. Jeśli jest więcej, to takie czytanie będzie męczarnią i lepiej darować sobie taką pozycję.  

Książka, to nie podręcznik, jej czytanie ma sprawiać przyjemność. 

I dlatego najlepiej jest wybierać tematykę, która nam osobiście najbardziej odpowiada. Jeśli po polsku lubię czytać kryminały lub romanse, to nie silę się na czytanie pozycji największych mistrzów literatury światowej w oryginale, tylko sięgam właśnie po kryminał lub romans. I taka właśnie jest moja książka z tego tygodnia - "Pretty Boy" to historia dziewczyny, która niemal całuje ziemię, po której stąpa jej przystojny chłopak - aktor. 

 

Jak wycisnąć najwięcej z czytanej książki?

1. Oczywiście dobrze by było czytać regularnie, każdego dnia przynajmniej pół godziny. Ostatnio (po wielu latach twierdzenia, że na drugie imię mam Chaos) zauważyłam, że nic tak dobrze na mnie nie działa jak małe rytuały i uporządkowany plan dnia i dlatego nawet przyjemności  takie jak czytanie, a już na pewno czytanie w obcym języku wpisuję w swój grafik. 

2. Co robić z nieznanym słownictwem? Można na dwa sposoby. Jeśli rozumiemy kontekst, to omijamy nieznane słówko i idziemy dalej. Ale czasami jest tak, że małe słówko może dużo zmienić i dlatego warto jest trzymać jednak słownik i ołówek pod ręką, by sobie te słówko zanotować. Osobiście nie cierpię pisać po książkach i dlatego w użytku są u mnie karteczki post-it, na których możę zanotować i przykleić taką karteczkę na stronie, gdzie pojawiło się nowe słówko.

Jeśli czytamy na czytniku lub w komputerze, to możemy skorzystać z wbudowanego słownika i nawet dodać zakładkę lub komentarz. 

To jak czytacie w obcych językach? 
A może macie swoje triki na czytanie w obcych językach, by stawały się one coraz mniej obce? 

A na drutach powoli przybywa swetra. 

Przyznam, że nie robiłam niemal w ogóle od kilku miesięcy i kiedy w niedzielę usiadłam na trochę dłużej z drutami i ciężką włóczką, to rozbolały mnie ręce, a barki bolą mnie do tej pory (a dziś już środa przecież). Z każdym rzędem mam więcej oczek, więc jest nadzieja, że pochodzę jeszcze wiosną w tym swetrze. 

A teraz zapraszam Was na 



   

   

Newsletter