Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 20 lutego 2012

Tired

Zmęczona jestem.
Wczorajsze wyzwanie - zapasy.
Rozczaruję was - owszem włóczek mam sporo i próbuję na wszelkie sposoby je upchac, ale notorycznej bałaganiarze raczej ciężko to przychodzi. Ale sęk w tym, że większośc moich włóczek to akryliki i inne zaszłości sprzed lat. Nie jestem maniaczką kupowania - nie mogę sobie po prostu na to pozwolic. Dopiero ostatnio zaczęłam kupowac droższe włóczki, odkąd zaczęłam wierzyc, że cokolwiek fajnego uda mi się wydziergac.
Na zdjęciu tylko wycinek moich zapasów - włóczki szalowe:


oraz dzisiejsze zdjęcie - wykończenie:



Na zdjęciu kaptur Papriki. Został zszyty tzw. kitchenerem - coraz bardziej podoba mi się ta metoda. Jak będę robiła następnym razem to cyknę fotki krok po kroku jak się to robi.

2 komentarze:

  1. fikuśne kolorki mają te zapasy :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo chętnie się dowiem czegoś o tej metodzie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za komentarz!

Newsletter