Szukaj na tym blogu

wtorek, 26 maja 2015

Dziękuję Ci mamo!

Moja mama i ja tak jesteśmy podobne do siebie, że najlepiej jest jak trzymamy się na odległość. Wiecie jak to jest, najbardziej denerwują nas w innych te cechy, których nie lubimy w sobie i z przykrością muszę stwierdzić, że tak jest w przypadku moim i mojej mamy.  Co wcale nie znaczy, że nie możemy na sobie polegać lub że nie doceniamy siebie lub że nie mam być za co jej wdzięczna.



Tak, dziękuję Ci mamo, za to że:

Nauczyłaś mnie kochać maki. 

 Kiedy miałam pewnie z pięć lat mieszkaliśmy u mojej babci, ja w jednym pokoju z rodzicami, w drugim pokoju babcia, a wujek miał dla siebie pół kuchni. Oczywiście jak większość dzieciaków lat siedemdziesiątych spędzałam dzieciństwo w piaskownicy pod blokiem ale pamiętam też dni, w które rozkładałyśmy z mamą gazety na podłodze, na tym kartki lub kawałki papieru pakowego i malowałyśmy farbami maki, a następnie suszyłyśmy je przy małym grzejniku ze spiralną grzałką.

Wprowadziłaś mnie w świat drutów, szydełek, włóczek 

i wszelkiego innego rękodzieła. Zaczynałam dość wcześnie, bo jeszcze przed rozpoczęciem pierwszej klasy. I chociaż pewnie zamiast szydełkowych kapciuchów wyszły mi potworki, ty jednak cierpliwie pokazywałaś mi jak trzymać szydełko, jak robić pętelki i chwaliłaś moje postępy. 
Potem były próby nauczenia mnie haftowania krzyżykami i haftem płaskim - haft płaski był chyba ulubioną dziedziną mojej mamy. 

Pokazałaś mi, że małe dzieci są do ogarnięcia

Tu powinnam w sumie oburzyć się na mojego brata, bo jak się urodził (miałam wtedy 7 lat) mama całkiem przestała mieć dla mnie czas, a może po prostu zaczęła mnie traktować jak dużą dziewczynkę. Dzięki temu moje własne dzieci były mi niestraszne, mimo iż pojawiły się na świecie kilkanaście lat po moim bracie. 

Codziennie, gdy wracałam ze szkoły wysłuchiwałaś moich opowieści o tym co wydarzyło się w szkole. 

Zawsze wiedziałaś, z którą koleżanką akurat się kumpluję, kto komu podstawił nogę i co powiedziała na to Pani. Oczywiście działo się to przez pierwsze lata podstawówki, póki nie zaczęłam wchodzić w okres dorastania i nie zaczęłam mieć swoich tajemnic.

Niestrudzenie poprawiałaś moje błędy językowe

i nie pozwalałaś mi mówić suwalską - podwórkową gwarą. Dzięki temu teraz uszy i oczy mnie bolą, gdy napotykam wypowiedzi w stylu: "Lubię sobie zjeść kawałek torta" lub "Po proszę 15 deka cukierków na rozwagę" (to taki typowo suwalski kwiatek). I chociaż jak każdemu, kto nie ukończył polonistyki zdarza mi się mnóstwo błędów w codziennej komunikacji, to zawsze będę pamiętała, że nie mówi się przyjacielów ani przyjacieli.

 Za to i za wiele innych rzeczy, dziękuję Ci Mamo!


PS. Jeśli podobał Ci się ten post, bardzo proszę udostępnij go na facebooku lub w google+  .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za komentarz!

Newsletter