Szukaj na tym blogu

wtorek, 21 lipca 2015

#2 Książki na lato

W te lato zupełnie nie muszę się zastanawiać co by tu przeczytać ciekawego, bo listę ułożyłam sobie już na początku wakacji. Jak na razie przeczytałam dwie książki z tej listy i dzisiaj chcę napisać parę słów o nich w ramach zabawy u LIFESTYLERKI - wyzwanie blogowe (dzień 1): wakacyjna lektura.

Pierwsza z nich to "Szczygieł" Donny Tartt.  

Wystarczyło kilka słów napisanych przez Monotemę  bym zapragnęła ją  przeczytać.  (Janka, bardzo dziękuję).

Tytułowy Szczygieł to obraz pędzla Carela Fabritiusa z roku 1654, który spokojnie wisi w holenderskim muzeum narodowym Mauritshuis w Hadze. Carel Fabritius był jednym z najzdolniejszych uczniów  Rembranta. 

Malarz ów zmarł dość młodo (mając zaledwie 32 lata) w skutek ran odniesionych podczas wybuchu w prochowni Delft i niestety w tym wybuchu uległo zniszczeniu wiele jego dzieł. Jego znakiem rozpoznawczym jest malowanie na jasnym tle w przeciwieństwie do panującego wtedy trendu. 

 

 Donna Tartt daje obrazowi alternatywne życie.

Ten obraz małego ptaszka przypiętego łańcuchem do wiszącej na ścianie skrzynki zawładnął sercem, duszą i umysłem bohatera powieści 10 letniego chłopca o imieniu Theo. To małe arcydzieło trafia w ręce chłopca w muzeum w Nowym Jorku, do którego Theo wstępuje ze swoją mamą, wielbicielką sztuki i właśnie tego dzieła. Dalej losy chłopca i obrazu splatają się ze sobą. 

"Szczygieł" to powieść o stracie, dorastaniu bez opieki, doświadczania wszystkiego czego nastolatek nie powinien doświadczać, ale także o przyjaźni  czy nawet braterstwie, radzeniu sobie z trudami życia. Mimo wątku kryminalnego jest to wg mnie przede wszystkim powieść egzystencjalna, czyli powieść o tym, że w życiu człowieka nie ma stałych wartości, a tylko sam człowiek i jego nietrwałe życie. Sami musimy dokonywać wyborów, nie możemy odrzucić następstw owych wyborów ani od nich uciec. Ale wymowa tej książki nie jest pesymistyczna. 

"Że życie abstrahując od innych jego przymiotów, jest krótki. Że los jest okrutny, ale może niekoniecznie ślepy. Że natura (czyli śmierć) zawsze wygrywa, ale to nie znaczy, że mamy się przed nią korzyć i płaszczyć. Że chociaż może nie zawsze cieszymy się, że tu jesteśmy, naszym zadaniem jest i tak zanurzyć się w tym bagnie: i przebrnąć na drugi brzeg z otwartymi oczami i sercem. I  w trakcie tego powolnego umierania, gdy wznosimy się ponad ograniczność i znowu sromotnie się w nią zapadamy, chlubą i przywilejem jest kochać to, czego śmierć nie tknie." 

Druga książka z mojej listy to "Pogromca lwów" Camilli Lackberg, 

czyli najnowsza powieść mistrzyni skandynawskiego kryminału. Powieść czyta się bardzo szybko, wręcz się ją połyka. 

"Pogromca lwów" to kolejna część sagi kryminalnej o śledczym Patriku Hedstrom i jego żonie - pisarce Erice.  Tym razem chodzi o zaginione nastolatki, z których jedna wpada pod koła samochodu w mroźny zimowy dzień. W szpitalu okazuje się, że dziewczynka była brutalnie torturowana. 

W tym samym czasie Erika piszę nową książkę o zbrodni sprzed lat i spotyka się w więzieniu z zamkniętą w sobie morderczynią męża. 

Oczywiście Erika nie może się powstrzymać, by nie wtrącać się do śledztwa swojego męża i jak zwykle pakuje się w tarapaty. 
Poza tym, że jest to zgrabnie napisana przygoda, to jest to też książka o źle w czystej postaci. To co dotyka zaginione dziewczyny nie ma żadnego usprawiedliwienia, nie ma żadnego motywu, poza wewnętrznym przymusem chorego umysłu.

Obie książki nie poruszają łatwych, miłych i przyjemnych tematów, ale są bardzo wciągające i obie serdecznie polecam.

Oczywiście zapraszam też jutro na Wspólne czytanie i dzierganie, czyli więcej o książkach i o robótkach.

I wciąż jeszcze możecie dodawać linki do swoich postów z ukończonymi pracami lub ciekawymi artykułami blogowymi w sobotnim link party.  

PS. Jeśli podobał Ci się ten post, bardzo proszę udostępnij go na facebooku lub w google+ lub twitnij - wystarczy kliknąć w którąś z ikonek poniżej tego wpisu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za komentarz!

Newsletter