Szukaj na tym blogu

środa, 22 lipca 2015

Wspólne dzierganie i czytanie 87

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.

Bardzo też lubię zaglądać na wasz blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. *

 

Pewnie już zauważyłyście, że w swojej dzierganej "pracy" stosuję "płodozmian", czyli muszę mieć zaczętych kilka robótek i zmieniam je co jakiś czas. Technika ta sprawia, że część robótek odchodzi w zapomnienie i powiększa stertę UFO-ków, ale też jest moim lekiem na zwątpienie i kryzys. Tym razem kryzys mój trwał od Wielkanocy, aż do ostatniego piątku. Nie mogłam dziergać, a jeśli dziergałam to z trudem jeden, dwa rządki, a jeśli nawet były chwile, że wydziergałam więcej to i tak wszystko było prute. Nie szło mi i to nie tylko z powodu ręki. 

I już od dłuższego czasu rozważałam, by rzucić całe te dzierganie w diabły, spakować wszystkie zaczęte robótki oraz włóczki do pudła (raczej pudeł) i oddać molom na pożarcie, pozamykać bloga, fejsa i inne miejsca, które kojarzą mi się z robótkami i zająć się np. gotowaniem. 

I tak do piątku. W między czasie skończyłam czytać książkę z ostatniej środy oraz kolejną, czyli "Pogromce lwów" (kilka słów o książce we wczorajszym wpisie). I chwilowo poczułam przesyt i znowu zaczęłam dumać nad swoim "nieszczęsnym losem" - wyciągnęłam owe pudła z włóczkami i zaczęłam przeglądać swoje skarby, gdy wpadł mi do głowy nowy pomysł na bluzeczkę. Oczywiście początkowo zapierałam się, bo ręka boli, bo mam tysiąc innych robótek zaczętych. Jednak czym bardziej się zapierałam, tym bardziej czułam, że muszę. I tak o to w piątek rzuciłam się na druty jak głupia i przesiedziałam ciurkiem kilka godzin, późno w nocy miałam tyle samo co na początku, czyli nic, ale mój pomysł się ugruntował i w sobotę zaczęłam od początku, żeby w poniedziałek znowu zacząć od początku, ale teraz już bluzeczka rośnie, a w między czasie rośnie też inna robótka, na którą ktoś czeka, bo udało mi się spojrzeć nowym, świeżym "okiem" na to co robiłam do tej pory. 

Oczywiście wciąż odczuwam dyskomfort jeśli chodzi o rękę i wciąż staram się unikać komputera, bo jednak korzystanie z myszki i pisanie z rękoma w powietrzu tylko zaostrza moje problemy, ale znowu mi się chce i mam nadzieję, że na dłuższy czas skończyły się moje jęki. 

A moja obecna lektura to "Maria Konopnicka. Rozwydrzona bezbożnica" Iwony Kienzler. 

Autorka prowadzi nas przez życie Marii Konopnickiej od jej narodzin w Suwałkach, poprzez dzieciństwo spędzoną w Kaliszu, następnie lata życia z mężem w nędznym dworku wiejskim i jej przeprowadzkę z dziećmi do Warszawy, gdzie stawała się znaną poetką i zarazem musiała stawić czoła zwykłej codzienności, aż po lata, w których poetka "tułała" się po Europie ze swoją przyjaciółką, malarką Marią Dulębianką (akurat do tego rozdziału jeszcze nie doszłam). 

O ile życie Konopnickiej, jej kobieca odwaga, by odejść z dziećmi od męża, po to by spełniać swoje marzenia, a także jej problemy z dziećmi i sposób w jaki je traktowała są ukazane w sposób dość ciekawy, to strasznie mnie denerwuje to, że książka ta jest napisana bardziej jak praca naukowa, pełna wtrętów, wręcz cytatów z innych biografów Konopnickiej. Rozumiem, że autorka próbuje obalić niektóre tezy lub przeinaczenia wcześniejszych biografów, ale mimo to razi mnie to, tak samo jak razi mnie ciągłe żonglowanie tytułami napisanych przez Konopnicką, ale też przez współczesnych jej literatów dzieł. Oczywiście to wina mojej ignorancji, ale nie wiem dlaczego akurat ta lektura w tym kontekście została użyta: "Autorka Mendla Gdańskiego odwiedziła nie tylko więźniów politycznych osadzonych w Cytadeli, ale także kobiety uwięzione na Pawiaku."  Dla osób nie wprawionych jak ja w czytaniu rozpraw naukowych niewygodnym jest też umieszczenie przypisów na końcu rozdziału. 

EDIT: Po przeczytaniu całej książki oraz komentarza Małgosi doszłam do wniosku, że rzeczywiście to co brałam za wadę, jest też zaletą. Tak, autorka przestudiowała różne źródła, stara się obalić pewne tezy, które sprawiały, że np. ja gdy słyszę Konopnicka, to od razu przychodzi mi na myśl cytat z pomnika stojącego w parku im. Marii Konopnickej w Suwałkach "Idź dziecie, ja cię uczyć każę" i w związku z tym do tej pory była ona dla mnie "siłaczką", która całe swoje życie poświęciła narodowi polskiemu, jego edukacji, co oczywiście nie było prawdą.

Po prostu jakoś tak podświadomie oczekiwałam bardziej zbeletryzowanej biografii, czegoś takiego jak "Pasja życia" Irvinga Stone.

 

A co u Was słychać? Zapraszam Was na 



   

   



I wciąż jeszcze możecie dodawać linki do swoich postów z ukończonymi pracami lub ciekawymi artykułami blogowymi w sobotnim link party.  

PS. Jeśli podobał Ci się ten post, bardzo proszę udostępnij go na facebooku lub w google+ lub twitnij - wystarczy kliknąć w którąś z ikonek poniżej tego wpisu.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za komentarz!

Newsletter