Szukaj na tym blogu

środa, 4 listopada 2015

Wspólne dzierganie i czytanie oraz listopadowego blogowania dzień 4.

Dzisiejszy wpis ma dwie okazje - jedna to co środowe Wspólne Dzierganie i Czytanie, a druga to mój 30 dniowy listopadowy maraton blogowy, wg którego tematem mojego postu ma być: List. 

 

Przeglądając listę książek z wyzwania 29 książek w 2015 roku zastanawiałam się jaką książkę epistolarną mogłabym przeczytać. Kiedyś dawno temu czytałam Anię z Szumiących Topoli i ta część wyjątkowo słabo mi się podobała, chyba właśnie przez to, że czytanie cudzych listów jest trochę przynudne. Potem pomyślałam o "Samotności w sieci" Wiśniewskiego, ale oglądając kiedyś jednym okiem film stwierdziłam, że to zupełnie nie dla mnie, nie czuję tego klimatu i do książki nie będę się też zmuszać. 

I wtedy na własnej półce znalazłam cienką książeczkę pt. Drogi Gabrielu. List. Nie do końca jestem pewna czy można ją uznać za powieść epistolarną. Norweski dziennikarz Halfdan W. Freihow pisze list do swojego autystycznego syna, który być może  będzie mógł go przeczytać, gdy będzie już dorosłym mężczyzną. Opisuje w owym liście wydarzenia z ich codziennego życia, swoje przemyślenia na temat choroby Gabriela i robi to w piękny, poetycki i przejmujący sposób. 

Wiem, że to może głupie, ale gdyby nie te książkowe wyzwanie, to bym nie sięgnęła po tę pozycję. Jako matka dziecka autystycznego wcale nie dążę do przeczytania wszystkich książek o autystykach lub napisanych przez autystyków.  Jest wręcz odwrotnie. Unikam tego tematu jak ognia, staram się przytłumić swoje uczucia i nie mam ochoty ich rozgrzebywać czytając jak ktoś inny się zmaga z tą chorobą, przeżywa dramat, rozczarowanie, żyje pogrążony w wiecznym smutku, a wg mnie jego sytuacja i tak jest o niebo lepsza niż sytuacja moja, nasza - tzn. mojej rodziny i mojego Julka, chociażby dlatego, że mój syn nie mówi i nie komunikuje swoich potrzeb, myśli, emocji, pragnień czy lęków w jakikolwiek zrozumiały dla otoczenia sposób.

Ale mimo to znalazłam tam też fragmenty, które wyrażają również moje uczucia i które bardzo by pasowały do mojego niedzielnego tematu - do rozważań o smutku.

"Chcesz posłuchać o smutku? Chcesz, żebym wytłumaczył ci, czym jest smutek?
Nadal zdarza się, chociaż nie tak często jak na samym początku, że smutek zbija mnie z nóg. Teraz dzieje się to co kilka tygodni albo miesięcy, ale zawsze dochodzi do tego nagle i niespodziewanie, jakbym wpadł w zasadzkę. Za każdym razem smutek tak bardzo mnie przytłacza i obezwładnia, że muszę odwrócić twarz i zapłakać. 
(...)
Mój smutek jest dorosły i trudny. (...)
Smutek jest wielki jak niebo i wszechświat, ogromy jak nieskończoność, o której wcześniej rozmawialiśmy i której żaden z nas nie rozumie. Smutek jest jak zagadka, którą jesteś dla całego świata nauki. Tajemniczy jak niezbadane wyroki nieba, jak to maleńkie nasionko, którego życie w tobie nie zasiało. Ogromny jak twoja odmienność i nieobecność, która zawsze będzie ci towarzyszyć, napełniając mnie smutkiem. 
(...)
Smutek jest ukryty we wszystkim: w kwiatach i deszczowej pogodzie, w skarbach i marzeniach. Smutek pojawia się wtedy, gdy  coś tracimy i gdy czegoś nie dostajemy. Smutek jest pewnością. Smutek jest życiem, które przemija, czasem, który płynie, tym, co mogło się stać, ale się nie stało. Smutek jest bezradnością. W sali smutku zmieści się wszystko. W sali smutku jest ciemno i przytulnie, i samotnie. Smutek jest chwytaniem wiatru, próbą zatrzymania wody w zamkniętej dłoni. Smutek jest cichy. Uprzejmy, Przychodzi i odchodzi, ale nigdy na zawsze. Tylko rzeczy odchodzą na zawsze, kiedy  znikają. Smutek jest nie do wytrzymania." 

I jeszcze jeden fragment, choć pewnie bym mogła przytoczyć ich więcej, ale lepiej będzie jak przeczytacie po prostu książkę.

"Przyglądam się naszej licznej rodzinie zebranej wokół stołu. Kiedy widzę z jakim zakłopotaniem próbują ukryć, jak bardzo są zgorszeni i przerażeni, nagle uświadamiam sobie, że prawie zapomniałem, kiedy ostatnio się tak czułem. Od dawna czuję wyłącznie smutek, smutek, który sprawia, że jest mi niedobrze i że najchętniej zamknąłbym oczy na zawsze.
(...)
W końcu przy stole zostajemy tylko Henni i ja. Wymieniamy się spojrzeniami. Oboje wiemy doskonale, że to my musimy z tym żyć, że nikt nie jest w stanie nas zrozumieć ani nam pomóc. Ta świadomość jest tak pełna, tak dogłębna, że oboje wstajemy równocześnie i przytulamy się do siebie, długo i mocno." 

 A na drutach wciąż to samo. Czapka postanowiła zagonić mnie w kozi róg i wciąż jestem na początku, chociaż niby zrobienie czapki jest proste i oczywiste. Nawet już nie wiem czy chce mi się ją robić, mam w komodzie cała szufladę czapek. 

A teraz wasza kolej - czekam na wasze wpisy dotyczących książek, które czytacie i robótek, które akurat macie w toku, albo na wpisy w ramach listopadowego blogowania pt. List. 


Zapraszam serdecznie


   
   



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za komentarz!

Newsletter