Szukaj na tym blogu

środa, 21 czerwca 2017

Melissa Hill i dzierganie - wdic

Potrzebowałam czegoś lekkiego i przyjemnego i całkiem przez przypadek wpadłam na Melissę Hill i jej powieści. Od soboty do wczoraj połknęłam dwie.

Najpierw przeczytałam " Trafiony, zatopiony" o Darcy Archer, młodej nowojorskiej książkoholiczce, wielbicielce Jane Austen, pracownicy małej klimatycznej księgarni, która pewnego grudniowego dnia wpada rowerem na przystojnego tajemniczego Aidana Harris. W wyniku tego wypadku Aiden traci pamięć, a Darcy zostaje tymczasową opiekunką psa Bailey'a i próbuje pomóc Aidenowi w odzyskaniu pamięci. Historia trochę jak z filmu "Ja Cię kocham, a ty śpisz" z Sandrą Bullock w roli głównej. 

Druga pozycja autorstwa Melissy Hill to "W poszukiwaniu szczęścia", w której samotna matka Holly O'Neill pracująca w butiku z wysokiej klasy odzieżą używaną, znajduje w pozostawionym  tam żakiecie kosztowną bransoletkę z przywieszkami i postanawia odnaleźć jej właścicielkę. 

Chociaż obie książki są zbudowane podobnie,  czyli bohaterki przez całą powieść starają się rozwikłać jakąś zagadkę, poznają przy tym wiele barwnych postaci, co sprawia, że nie sposób się nudzić czytając te historie. Z obu powieści bije ciepło, umiłowanie wartości, szacunek dla drugiego człowieka, a także miłość do książek, starych filmów i Nowego Jorku. 




Artykuł zawiera linki afiliacyjne - czyli polecam książki, wrzucam do nich link i jeśli skorzystacie w Legimi z mojego polecenia, to ja dostanę prowizję. 




Jeśli zaś chodzi o druty, to jak zwykle. To do przodu, to znowu w tył. To trochę wydziergam, to znowu pruję, żeby dopasować to co powstaje na drutach do moich wyobrażeń i potrzeb. Oprócz swetra zaczęłam oczywiście nową robótkę. Naszedł mnie pomysł na nową chustę, ale co z tego wyjdzie, jeszcze  nie wiem. 

A teraz zapraszam Was na 



   
   

środa, 14 czerwca 2017

Nowa robótka na drutach - wdic

Miało już nie być żadnych nowych projektów dzierganych. Miałam spakować zabawki - nitki, druty i wyeksportować do krainy wspomnień. Od dawna już nie czułam ani drżenia rąk ani przyspieszonego bicia serca z powodu robótek. Jednak takim jestem przewrotnym ludzikiem, że jak tylko pomyślałam, że to już naprawdę pora, by głośno to przyznać, to od razu myśli moje zaczęły krążyć wokół robótek. 



Dawno już nie miałam takiej nocy, że nie mogłam zasnąć, dopóki nie rozrysuję sobie nowego projektu. Na drugi dzień nawet pobiegłam zrobić rundkę po naszych sklepach, by zobaczyć odpowiednią włóczkę, ale niczego takiego nie znalazłam. Po kilku dniach doszłam do wniosku, że skoro nie bardzo mi wychodził mój duży sweter od góry, to spróbuję zrobić duży sweter od dołu i wykorzystam włóczkę z tamtego projektu.  

Mam nadzieję, że to nie będzie pechowa włóczka i że tym razem wytrwam w robótce. Bo prawda jest taka, że jak robótki zeszły na daleki, daleki plan, to jakoś te robótki mi się dłużą i dłużą. I na razie też mam tylko kilkanaście cm wydzierganych, chociaż druty 8,00mm. 

Z czytaniem też nic nie zwojowałam, mimo iż minęły dwa tygodnie od ostatniego WDiC. Po pierwsze, to cierpiałam ostatnio na "zaczynanizm" - co i rusz zaczynałam czytać nową książkę, ale kończyło się po 3-4 stronach. A po drugie, to moja córka właśnie dzisiaj zdała ostatni z 5 egzaminów na zakończenie 4 klasy w edukacji domowej i przygotowania do nich zajmowały głównie moją uwagę ostatnio. 

Koniec końców "Jedz i biegaj" wciąż jest moją podstawową lekturą. I mam nadzieję, że uda mi się skończyć ją czytać w ten weekend, mimo iż nie będzie on taki całkiem wolny przez tonę nikomu niepotrzebnej papierkowej roboty.

Wam jednak życzę udanego długiego weekendu i zapraszam na 



   

   


środa, 31 maja 2017

"Jedz i biegaj" w ramach WDiC

Choć nie jestem wegetarianką, to jednak z zaciekawieniem wzięłam udział w organizowanym przez Fundację Zwierzęta Niczyje Wege Weekendzie. I głównym, dla mnie, punktem programu było spotkanie z białostockim biegaczem Wojtkiem Konopackim, który biega w ultramaratonach i jest wegetarianinem. To spotkanie dało mi zastrzyk motywacji do biegania, bo ostatnio niestety trochę u mnie z tym słabo. Pokazało także, że bez mięsa można też budować siłę i wytrzymałość niezbędną przy tak dużym wysiłku jak przebiegnięcie 117 km - to jeden z dystansów, na których biega Wojtek. A także sprawiło, że od razu po przyjściu do domu odpaliłam moje Legimi i zabrałam się za czytanie książki Scotta Jurek "Jedz i biegaj. Niezwykła podróż do świata ultramaratonów i zdrowego odżywiania." O tej to właśnie książce gość spotkania, Wojtek Konopacki, mówił, że od niej zaczęła się jego przygoda z biegami Ultra i z dietą wege. 


środa, 24 maja 2017

365 dni do wolności - Magdalena Chołuj

Dzisiaj w ramach WDiC napiszę tylko kilka słów o książce "365 dni wolności" Magdaleny Chołuj. 

Jest to książka napisana w bardzo przystępny sposób, taki można powiedzieć blogowy, w którym autorka podpowiada jak przejąć stery własnego życia i jak pomnażać swój majątek, by osiągnąć wolność finansową. 



środa, 17 maja 2017

Coś nowego - WDiC

Coś nowego?



Brakuje mi chusty? 

Tak, brakuje mi chusty. Pomysł na całą serię mam już od ponad roku. Teraz postanowiłam wydziergać cieniutką z Malabrigo Lace w kolorze sałaty. Dwa motki lata już temu dostałam od Wioli. Można by powiedzieć, że to taka włóczka trumienna, bo  było mi "szkoda" coś z niej robić. Nic nie wydawało mi się wystarczająco dobre. Mam nadzieję, że tym razem mój pomysł spełni moje oczekiwania, a przede wszystkim, że dokończę jeszcze w tym roku. Szczególnie, że chusta ma być bardziej na taki wiosenno-letni sezon. 
Na razie poza decyzją i nabraniem 3 oczek nie poszłam dalej, bo znowu mam nadwyrężony nadgarstek, więc nie koniecznie ciągnie mnie do dziergania. 

niedziela, 14 maja 2017

Czy mamy prawo być szczęśliwi?

Czy mamy prawo być szczęśliwi, kiedy dookoła tyle zła, biedy, chorób i nieszczęść?


Temat ten chodzi mi po głowie od kilku już miesięcy. Dokładnie od czasu, gdy na fb zamieściłam link do wpisu o szczęściu i okazało się, że jestem egoistką, bo ja tu o szczęściu pitu pitu, a ludzie nie mają co do garnka włożyć. I że w ogóle to dążenie do szczęścia za wszelką cenę, to takie niskie i płaskie i kołczingowe jest, że po prostu niegodne uwagi. 

Może to i niskie, może i płaski, może i niegodne i tak, bardzo egoistyczne, ale uważam, że każdy z nas ma prawo, a wręcz nawet obowiązek, by czuć się dobrze, by być zadowolonym ze swojego życia, by po prostu być szczęśliwym i nikt za niego tego nie zrobi. 


Oczywiście dla każdego szczęście będzie wyglądało inaczej. Być może dla Ciebie szczęście to fura, skóra i komóra. Być może to kasa na koncie, szpanerskie ciuchy i wyjazdy zagraniczne. Myślę jednak, że dla każdego szczęście jest wtedy, gdy czuję się dobrze ze sobą, gdy czuje w sobie spokój i radość tam głęboko, w środku. 

Ale jak to? Jak można czuć spokój i radość gdzieś tam głęboko w środku, gdy tyle chorób dookoła? 

Czy to, że jestem człowiekiem szczęśliwym, znaczy, że nie wiem co to jest empatia? 
A teraz zastanówmy się. Jesteś nieszczęśliwa, zła, niepogodzona ze światem i co robisz by pomóc owym chorym osobom? Nic. 

Wiem, byłam tam. 
Tak byłam na dnie. Na dnie czarnej rozpaczy. 

Kiedy mój obecnie prawie 15 letni syn się urodził, byłam matką pełną zapału, przepełniona radością, że mam kolejnego fajnego synka. Niestety moja radość nie trwała zbyt długo. Wkrótce okazało się, że coś jest z moim synkiem nie tak. Po miesiącach odbijania się od lekarzy i psychologów, po miesiącach i latach słuchania, że jestem nadgorliwą matką, że wymyślam, że po prostu nie umiem odpowiednio zająć się dzieckiem, dowiedziałam się, że mój syn ma autyzm wczesnodziecięcy, po kilku kolejnych, że to nie tylko autyzm. Diagnoza była dla mnie szokiem, przepłakałam wiele dni i nocy, ale miałam w sobie jeszcze moc, jeszcze próbowałam. Jeździłam co tydzień do Białegostoku, potem co 2 tygodnie do Warszawy, a potem na prawie rok przeniosłam się z dwójką małych dzieci do Warszawy, zostawiając w domu dwójkę starszych z mężem. 

W Warszawie codziennie jeździliśmy transportem miejskim przez 2 godziny z naszego miejsca zamieszkania na terapię i wieczorem 2 godziny z powrotem. Walczyłam, kłóciłam się z Bogiem, męczyłam dzieciaka wielogodzinną terapią. I każdego dnia umierałam po kawałku, gdy mój syn patrzyła na mnie tak jakby mnie nie znał, tak jakby mnie nie kochał, tak jakbym była tylko przedłużeniem jego ręki potrzebnym do podania jedzenia lub picia. 

W między czasie założyłam w swoim mieście Stowarzyszenie. Myślałam, że wspólnie razem będziemy pomagać sobie i swoim dzieciom. 

Jednak każdego dnia moje serce rozpadało się na kawałki, gdy widziałam jak choroba odbiera mi moje dziecko, które owszem wyrastało ze spodni czy butów, ale zupełnie nie szedł za tym wzrost intelektualny i umiejętności społecznej.  

Zeszłam na samo dno. Na samo dno rozpaczy. 

 

Gdy po wielu miesiącach rozłąki wróciliśmy do domu, gdy oczywistym się okazało, że nasze wyrzeczenie, nasza walka nie poprawiła stanu naszego dziecka ani odrobinkę, ja przestałam się bronić i dałam się pochłonąć rozpaczy.

Stres związany z nieuleczalną  choroba dziecka jest tak samo wysoki jak stres związany ze śmiercią dziecka. Byłam w żałobie.

Byłam tak nieszczęśliwa jak tylko to można sobie wyobrazić. 

Czy potrafiłam pomóc wtedy komukolwiek? Czy potrafiłam pomóc własnemu dziecku? Czy potrafiłam pomóc moim pozostałym dzieciom? Czy mogłam pomóc wtedy komuś w Stowarzyszeniu? 


Nie będę kłamać, wciąż nie wydobyłam się w pełni z tego bagna. Wciąż jestem w żałobie.  Bo za pierwszym i drugim ciosem, przyszedł kolejny. 

Jak możesz mówić o szczęściu, gdy ludzie nie mają co włożyć do garnka?  

 

Jak  myślicie, czy ktoś w Polsce refunduje koszty (lub refundował te kilka, kilkanaście lat temu) terapii w niepaństwowych ośrodkach? Jeździliśmy z synem po różnych ośrodkach na własny koszt, prowadziliśmy z mężem przez długi czas dwa oddziele gospodarstwa domowe, nasz syn oprócz terapii wymaga(ł) leków i diety. Czy myślicie, że to może pozostać bez echa? 
A jeśli dodać do tego kryzys gospodarczy i naszą krótkowzroczność, to jakie wychodzi równanie? 
Oczywiście gospodarcza katastrofa. I wiele miesięcy, gdy na utrzymanie 6 osób, w tym studenta na studiach dziennych w innym mieście, mieliśmy tylko 1200zł. 

Czy mam o to do kogoś pretensje? Tak. Do siebie, że byłam taka głupia, że dopuściłam do takiej sytuacji. Czy byłam wtedy szczęśliwa. Oczywiście, że nie. 

I znowu sytuacja się powtórzyła, płakałam niemal dzień w dzień przez kilka miesięcy. Czy mogłam wtedy pomóc komuś? Czy mogłam wtedy się pochylić nad innymi osobami, które nie mają co włożyć do  garnka? Nie. Nie mogłam nic dla nich zrobić, gdyż nie umiałam zająć się sobą. 

Wiedziałam  tylko, że mam 2 wyjścia. Albo zrobię wszystko co jest w mojej mocy, by znowu poczuć się szczęśliwą, bo tylko wtedy odzyskam swoje życie, bo tylko wtedy będę mogła normalnie funkcjonować i zająć się swoją rodziną i może jeszcze uda mi się uratować kilka istniej ludzkich (czyli mojej dzieci i ich dobre samopoczucie). Albo nie zostanie mi nic innego jak się poddać i czekać, kiedy ból i ciężar życia przygniecie mnie tak mocno, że nie dam rady wstać z łóżka, że stanie się to o czym marzę, zasnę, zapadnę się w sobie i będę miała tzw. święty spokój, bo już nie będę czuła niczego. 


Wybrałam pierwsze rozwiązanie i każdego dnia uczę się na nowo być szczęśliwą.

 

Uważam, że to mój obowiązek wobec moich najbliższych i wobec tych, którzy mnie wsparli w najtrudniejszych chwilach. Jestem im to winna. Muszę stanąć twardo na własnych nogach, by zająć się swoją rodziną i spłacić dług wdzięczności wobec dobrych ludzi, których spotkałam na mojej drodze. A nie dokonam tego, jeśli nie będę szczęśliwa. 

Potknęłaś się, wpadłaś w błoto, wstań, otrzep się, uśmiechnij się i pamiętaj, że masz PRAWO być szczęśliwa. 

A że nie jest to łatwe? Jest to łatwiejsze niż się wydaje. Skoro mi się udaje czuć się szczęśliwą każdego dnia, to i tobie może się udać.

A Wy jesteście szczęśliwe? Jakie macie swoje patenty na szczęście? 

PS. Zwykle wrzucam własne zdjęcia lub autorstwa mojego męża, ale tym razem skorzystałam z darmowych zdjęć Natalii z Jest Rudo.

środa, 10 maja 2017

Wspólne dzierganie i czytanie - zima w maju

W czasie "długiego" weekendu, a raczej całego wolnego tygodnia powinnam była skończyć pokazywany w zeszłym tygodniu sweterek. Przez cały ten czas tylko jeden dzień był naprawdę ładny i słoneczny, więc nie pogoda była powodem tego zastoju w robótce. Jak można było się spodziewać, a przynajmniej osoby, które już przeczytały trylogię "Niepokorne", to lektura jest całkowicie winna zapomnieniu o robótkach. Pierwsza część tej trylogii "Eliza" przykuła dosyć mocno moją uwagę i narobiła mi dużego apetytu na całą tę historię. Druga część "Klara" sprawiła, że dzieje trzech przyjaciółek zabsorbowały mnie jeszcze mocniej. Ale to trzecia mocno chwyciła mnie za serce i jak zaczęłam trzecią część tak nie mogłam odpuścić dopóki nie skończyłam. Dobrze, że mąż był w domu, bo przynajmniej było komu zrobić dzieciom coś do jedzenia. 



piątek, 28 kwietnia 2017

Wiadomość do przyszłości

Czy zastanawiałyście się kiedyś co chciałybyście zostawić po sobie przyszłym pokoleniom? 

Oczywiście my rękodzielniczki chciałybyśmy, aby jak najdłużej przetrwały nasze wyroby, w których tworzenie każdego dnia wkładamy dużo serca. W niejednej rodzinie ręcznie haftowany obrus lub szydełkowa serweta wykonana przez babcię jest przechowywana niczym święta relikwia. Czemu więc byśmy nie miały przekazać naszym potomnym pieczołowicie uszytej narzuty na łóżko, czy wyjątkowej zrobionej na drutach ślubnej sukni lub chusty. Ja sama wciąż przechowuję pierwszy ażurowy sweterek, który wydziergałam swojemu Julkowi oraz sukienkę, którą zrobiłam Judycie do Chrztu Świętego.

Pamiątki te będą mówiły o naszych zainteresowaniach, pasjach, a także będą ukazywały fragmenty naszego życia. Jednakże będą to fragmenty pełne niedopowiedzeń.

wiadomość do przyszłości

Nasz świat, naszą codzienność najlepiej jest po prostu opisać.


środa, 26 kwietnia 2017

WDiC - Niepokorne. Eliza

W tym tygodniu nie będzie o żadnej z książek zakupionych przeze mnie na targach, a o powieści, którą rozpoczęłam w autobusie, w drodze do Białegostoku. 

Tą pozycją jest książka pani Agnieszki Wojdowicz "Niepokorne. Eliza" 

niedziela, 23 kwietnia 2017

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich

Jak się spędza wiosenny weekend, gdy się lubi czytać książki? 
A gdy do tego jeszcze dowiaduje się, że znajoma pisarka właśnie ma premierę swojej najnowszej książki?

Wsiada się w autobus by  wziąć udział w VI Międzynarodowych Targach Książki w Białymstoku, które odbywały się w budynku Opery i Filharmonii Podlaskiej. 


środa, 19 kwietnia 2017

WDiC - Get Rich Lucky Bitch

Czytam

Miałam zamiar w czasie Świąt przeczytać coś lekkiego i przyjemnego. Ale tuż przed świętami sięgnęłam po książkę o pieniądzach, można powiedzieć po książkę o samorozwoju i po prostu nie mogłam się od niej oderwać. Od pewnego czasu już obserwuję autorkę tej książki Denise Duffield-Thomas i obejrzałam już masę jej filmików na youtubie (można by powiedzieć, że takim stalkerem jestem, niestety na żadne inne jej produkty poza książką mnie nie stać) i mimo iż dużo rzeczy powtarza się w książce i w jej filmikach to bardzo jestem zadowolona z przeczytania tej lektury. Denise jest coachem i mentorem, pochodzi z Australii i pomaga kobietom na całym świecie rozwijać swoje biznesy.
Pełen tytuł tej książki to "Get Rich Lucky Bitch! Release Your Money Blocks and Live a First Class Life", czyli "Bogać się, Szczęśliwa Zdziro! Uwolnij swoje blokady dotyczące pieniędzy i żyj życiem pierwszej klasy". Szczerze to nie wiem, ale raczej wątpię, czy książka ta została przetłumaczona na język polski.

Denise w swojej książce opowiada jak "przyciągać" pieniądze, co zrobić, żeby zarabiać więcej, żeby stale poprawiać jakość swojego życia.  Radzi jak oczyścić swoje złe wspomnienia związane z pieniędzmi, jak formować swoje cele finansowe, jak już teraz czuć się dobrze ze swoimi pieniędzmi i jak już od teraz pozwalać sobie na odrobinę luksusu. A raczej po prostu uświadamia nas, że często nie doceniamy tego co mamy, nawet często nie wiemy ile mamy, bo oddajemy (szczególnie my kobiety) decyzyjność w tych sprawach innym osobom. 

niedziela, 16 kwietnia 2017

Przepis na udany związek

W naszej tradycji Święta Wielkanocne tak samo jak i Boże Narodzenie to bardzo rodzinne święta. I dlatego może to odpowiedni czas by pomyśleć o swoim związku i zastanowić się nad wartością, którą my wkładamy w ten związek. 
Dzisiaj wraz z życzeniami zdrowych i pogodnych oraz rodzinnych Świąt Wielkanocnych przekazuję Wam mój sekret na udany związek. 
Mój idealny przepis w skrócie to szczypta miłości i całe morze cierpliwości, a może odwrotnie? Jeśli będziemy mieli morze miłości w sobie i  wokół siebie, to cierpliwości wcale nie będziemy aż tak bardzo potrzebować.




środa, 12 kwietnia 2017

Wspólne dzierganie i czytanie przed świętami

Obiecałam normalny post w tę środę, a tu znowu trzęsienie ziemi. I teraz już po tym trzęsieniu ziemi dochodzę do siebie. 

Przyznaję się bez bicia, nie czytam ostatnio prawie nic. Zaczęłam czytać książkę o Ho'oponopono, ale doszłam do połowy i zupełnie nie mam czasu na czytanie dalej. Nawet rano podczas moich porannych praktyk Miracle Morning (o których pisałam w niedzielę) moje czytanie ogranicza się do kilku minut i bardziej czytam materiały z różnych wyzwań, w których mimo moich życiowych zawieruszeń, próbuję trwać. 


niedziela, 9 kwietnia 2017

Seria Tu i Teraz - odcinek 2

W tym tygodniu znowu opuściłam WDiC. Jest mi z tego powodu bardzo przykro. Zastanawiałam się nawet czy dzisiejszego wpisu nie dać właśnie z tej serii, ale nie, zapraszam w środę. 
Nie było WDiC, bo miałam ekstremalnie trudny tydzień i mój mózg był całkowicie wyżęty i nie byłam wstanie sklecić kilku sensownych zdań.  Najbliższe tygodnie też nie będą łatwe, ale mam nadzieję, że zaczynam przywykać do sytuacji i łatwiej mi będzie się od niej odciąć mentalnie. 

Miesiąc temu powstał pierwszy wpis z cyklu Tu i Teraz, w którym piszę o tym co u mnie używając słów - kluczy (cykl zapoczątkowała Kasia z Wroqshop


 

Czuję się ....

Ostatnio (od ponad miesiąca) praktykuję bardzo wczesne wstawanie i oddaję się praktyce zwanej Miracle Morning i jestem dość zaskoczona tym jak się czuję. Bo z jednej strony czuję się zmęczona, bo niestety ciężko mi się przestawić na wcześniejsze chodzenie spać. A z drugiej strony czuję się dużo dużo lepiej niż zwykle, bo wcześniej od samego rana byłam śpiąca. Teraz mam ochotę na podejmowanie różnych dodatkowych działań, na branie udziału w różnych wyzwaniach, na poszukiwanie odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Dawno nie czułam takiej wewnętrznej energii, która by mnie tak  rozpierała od środka. Jedynie co mnie troszeczkę martwi, to że moje ciało nie dogania mojego ducha i ona cierpi z niewyspania (chociaż oczywiście w weekendy śpię do oporu, a w tygodniu staram się pamiętać by położyć się jednak troszkę wcześniej, bo inaczej odzywa się we mnie straszna jędza).

 

środa, 29 marca 2017

Znowu środa

Witajcie. 

"Jak uczyć się języków obcych" Luca Lampariello 

 

Kocham swoje Legimi. Jak tylko usłyszę, przeczytam o jakiejś książce, to od razu sprawdzam czy jest dostępna w Legimi. I tak też było z książką młodego włoskiego poligloty Luci Lampariellego. Śledzę jego poczynania od jakiegoś czasu (dzięki youtubowi) i co jakiś czas coraz bardziej jestem w szoku jak ten facet szybko i skutecznie uczy się języków obcych. W chwili obecnej zna 12 języków (wliczając w to jego język ojczysty) i uczy się 13-stego. Wśród tych języków jest również język polski, który jest jednym z najnowszych języków Luci. Wiem, że Luca ma swoją własną metodę uczenia się, więc z radością zabrałam się za czytanie książki "Jak uczyć się języków obcych". 

czwartek, 23 marca 2017

A gdzie post?

Post dopiero dzisiaj. 
Mea culpa.
Coraz częściej mi się zdarza zapomnieć w środę o środowym wpisie. 
Po części dlatego, że środa nagle stała się moim najdłuższym dniem w pracy, a do tego ulubionym dniem połowy ludzkości na różne aktywności i przedsięwzięcia, w których biorę udział. A po części dlatego, że tyle ostatni się u mnie dzieję, że nie nadążam załadować taczki, jak to się mówi ;-) 
Z tym, że to dzieje się to takie trochę niewidoczne dla większości, bo dzieje się we mnie. I stąd trochę zmiana priorytetów. 


Ale już wracam do tematu. 
Czytam to i owo, ale priorytetem w tym tygodniu jest dla mnie lektura mojej córki "Dynastia Miziołków", która w końcu chcę przeczytać i omówić z córką. 

A na drutach wciąż duży sweter. Doszłam do momentu, w którym muszę użyć kitchnera, by zszyć pod pachami zanim połączę przody z plecami i jak zawsze zastygłam. Jakoś nie chce mi się igiełki szukać, szczególnie, gdy oglądam coś w tv lub czegoś słucham i musiałabym się wyłączyć z tego, by świadomie i poprawnie wykonać kitchenera. Tak więc wzięłam się za kolejną rzecz, kolejną chustę. Już w zeszłym roku robiłam chustę z tej włóczki. Nawet skończyłam. Ale nigdy nie uprałam i nie zblokowałam, a kilka dni temu doszłam do wniosku, że jednak na pewno mi się nie podoba i sprułam. 

A co u Was słychać? Zapraszam na 




   
   

środa, 15 marca 2017

Czytacie w obcych językach? - WDiC

Czytacie w obcych językach? 

I nie chodzi mi tu o forum Ravelry czy wpisy blogowe, a o literaturę w języku obcym.

Bo ja przyznaję się bez bicia, że troszkę się lenię. A dobrze by było wyrobić sobie nawyk codziennego czytania. Nic przecież tak nie rozwija jak czytanie. Czyli nic tak nie podnosi umiejętności językowych jak regularna lektura. 

 Dlaczego warto czytać książki w obcych językach?

Czytając książki poznajemy słownictwo, można powiedzieć, że w naturalnym środowisku, tak samo też przeróżne struktury gramatyczne. Ponieważ każdy autor ma swoje ulubione słownictwo, to niektóre zwroty mogą się nam wręcz wdrukować w pamięć.  I dlatego warto sięgać po całe serie. 

Jeśli jesteś w stanie swobodnie czytać literaturę piękną w obcym języku, to znaczy, że twoja znajomość owego języka jest bardzo zaawansowana i bliska rodowitym użytkownikom tego języka. 

Ale czy czekać z czytaniem aż dojdziemy do tak wysokiego stopnia zaawansowania?

1. Moim zdaniem warto korzystać z książek specjalnie przygotowanych dla osób uczących się. W dzisiejszych czasach znajdziemy literaturę dostosowaną do odpowiedniego poziomu. Oczywiście są to często uproszczone wersje znanych książek, lub też historie stworzone specjalnie na potrzeby osób uczących się. Ideałem jest, kiedy książka ma dołączoną wersję audio, bo wtedy możemy słuchać tego co czytamy i w ten sposób, po pierwsze lepiej koncentrujemy się na tym co czytamy, rzadziej odpływamy myślami nie wiadomo gdzie,  a po drugie utrwalamy sobie wymowę słów i kojarzymy ją z pisownią. 

2. Możemy też sięgnąć po oryginalne książki dla dzieci lub młodzieży, ponieważ język w nich jest naturalny ale dużo prostszy niż w literaturze dla dorosłych. 

3. Warto też sięgnąć po książkę, którą już czytaliśmy wcześniej po polsku. Ponieważ znamy ją, wiemy o czym jest, pamiętamy akcję, to nawet sporo ilość nowego słownictwa nie będzie nas zniechęcać.  

Wiem, że sporo osób (ja sama również w przypadku j. hiszpańskiego, o którym sobie co jakiś czas przypominam) chwali sobie naukę poprzez czytanie Harrego Pottera. Książka jest bardzo popularna, więc została przetłumaczona na wiele języków i nie trudno jest znaleźć w sieci kopię książki nie tylko po angielsku, ale i po hiszpańsku, francusku czy norwesku.  A po drugie, jest to książka, która rośnie wraz z bohaterami, a także z  czytelnikiem. Jej pierwszy tom przeznaczony jest dla młodszych dzieci, więc i słownictwo siłą rzeczy jest łatwiejsze niż w tomie siódmym. Ale ponieważ pisarka, jak każdy autor, o czym wspominałam już wcześniej, ma swoje ulubione słownictwo, to używa go często i się nam utrwala. 

4. Kiedy chcecie sięgnąć po książkę w obcym języku, warto najpierw ją przejrzeć i sprawdzić czy na stronie nie ma więcej niż 20 nieznanych wyrazów. Jeśli jest więcej, to takie czytanie będzie męczarnią i lepiej darować sobie taką pozycję.  

Książka, to nie podręcznik, jej czytanie ma sprawiać przyjemność. 

I dlatego najlepiej jest wybierać tematykę, która nam osobiście najbardziej odpowiada. Jeśli po polsku lubię czytać kryminały lub romanse, to nie silę się na czytanie pozycji największych mistrzów literatury światowej w oryginale, tylko sięgam właśnie po kryminał lub romans. I taka właśnie jest moja książka z tego tygodnia - "Pretty Boy" to historia dziewczyny, która niemal całuje ziemię, po której stąpa jej przystojny chłopak - aktor. 

 

Jak wycisnąć najwięcej z czytanej książki?

1. Oczywiście dobrze by było czytać regularnie, każdego dnia przynajmniej pół godziny. Ostatnio (po wielu latach twierdzenia, że na drugie imię mam Chaos) zauważyłam, że nic tak dobrze na mnie nie działa jak małe rytuały i uporządkowany plan dnia i dlatego nawet przyjemności  takie jak czytanie, a już na pewno czytanie w obcym języku wpisuję w swój grafik. 

2. Co robić z nieznanym słownictwem? Można na dwa sposoby. Jeśli rozumiemy kontekst, to omijamy nieznane słówko i idziemy dalej. Ale czasami jest tak, że małe słówko może dużo zmienić i dlatego warto jest trzymać jednak słownik i ołówek pod ręką, by sobie te słówko zanotować. Osobiście nie cierpię pisać po książkach i dlatego w użytku są u mnie karteczki post-it, na których możę zanotować i przykleić taką karteczkę na stronie, gdzie pojawiło się nowe słówko.

Jeśli czytamy na czytniku lub w komputerze, to możemy skorzystać z wbudowanego słownika i nawet dodać zakładkę lub komentarz. 

To jak czytacie w obcych językach? 
A może macie swoje triki na czytanie w obcych językach, by stawały się one coraz mniej obce? 

A na drutach powoli przybywa swetra. 

Przyznam, że nie robiłam niemal w ogóle od kilku miesięcy i kiedy w niedzielę usiadłam na trochę dłużej z drutami i ciężką włóczką, to rozbolały mnie ręce, a barki bolą mnie do tej pory (a dziś już środa przecież). Z każdym rzędem mam więcej oczek, więc jest nadzieja, że pochodzę jeszcze wiosną w tym swetrze. 

A teraz zapraszam Was na 



   

   

środa, 8 marca 2017

WDiC - A może wiosenny szlafroczek?

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę. Bardzo też lubię zaglądać na wasze blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. *
 

Co na drutach?

Wieki  temu zaczęłam sweter wg tego wzoru. Chociaż tak naprawdę trudno nazwać wzorem to co jest tylko w głowie. Być może mam jakieś skrawki gdzieś zapisane, ale dawno już to diabeł nakrył ogonem. 
Tamten sweter zwany przeze mnie Smutny (ze względu tylko na swoje kolorki) dwie zimy już był przeze mnie namiętnie noszony po domu. Jest wygodny, a do tego można sporo pod niego nałożyć, co dla takiego zmarźlaka jak ja jest najlepszą opcją. W każdym razie, nie nadaję się już za bardzo na ulice, skoro nierzadko pełni funkcję szlafroka. A poza tym jednak pragnę wiosennych kolorów. 
Wyciągnęłam więc zaczętą wiosenną wersję i będę działać. Mam nadzieję, że z trochę lepszym skutkiem niż w przypadku sweterka córki, który już pewnie od miesiąca jest bohaterem cotygodniowych WDiC, a postępów w nim brak. 


wspólne czytanie i dzierganie Agnieszka Lis "Pozytywka"

poniedziałek, 6 marca 2017

Seria Tu i Teraz - odcinek 1

Dzisiaj z pomocą przy pisaniu blogowego posta przyszła mi Kasia z Worqshop, która już od jakiegoś czasu prowadzi cykl postów z listą słów-kluczy. A ponieważ zauważyłam, że to się rozprzestrzeniło już na inne blogi, a do tego Kasia sama zachęca do tej akcji, to postanowiłam spróbować i ja. I tak o to powstaje pierwszy wpis z serii Tu i Teraz. 

tu i teraz
 

 

Czuję się ...

tak jak zwykle na przedwiośniu, chociaż w tym roku podjęłam różne kroki by przeciwdziałać zwykłemu u mnie o tej porze roku spadkowi formy i przedwiosennej chandrze. 

 

środa, 1 marca 2017

Trylogia Małgorzaty Rogala - WDiC

Jeśli poczułyście się zachęcone do przeczytania Ważki Małgorzaty Rogali, ale jeszcze nie zaczęłyście czytać, to dobrze. 
Warto jednak zacząć czytać od początku, od pierwszego tomu. Czyli dobrze jest przeczytać najpierw "Zapłatę", potem "Dobrą Matkę", a dopiero na końcu "Ważkę". Tak jak pisałam wcześniej da się przeczytać każdą książkę oddzielnie, ale jednak znajomość 3 tomu odbierała mi trochę przyjemność czytania tomu pierwszego. 

środa, 22 lutego 2017

"Ważka" - czyli kolejne Wspólne Dzierganie i Czytanie

Skończyłam. Tylko przed chwilą. 
Nie mogłam się oderwać od książki do ostatniej strony. 
Najnowsza nowość - "Ważka" Małgorzaty Rogali to sprawnie napisany wielowątkowy babski  kryminał. Babski, bo napisany przez kobietę i główną bohaterką jest kobieta - policjantka Agata Górska. Jest w nim dużo emocji, trochę intymności i co ważne jest zagadka, są morderstwa, ale nie ma epatowania okrucieństwem, czego szczerze nie cierpię. To co w kryminałach mnie pociąga, to zagadka, logiczna łamigłówka oraz poznawanie ludzkich charakterów, a nie opis samej zbrodni. I taki właśnie jest ten kryminał. Czyta się szybko i przyjemnie, ale trzeba też troszeczkę uważać, by zapamiętać kto jest kim, dzięki czemu nie zasypia człowiek przy czytaniu. No chyba, że zaczyna czytać w łóżku, po całym dniu, tuż przed północą. Ale czy tak czy tak udało mi się ją przeczytać w trzy dni.

środa, 15 lutego 2017

Tylko co zaczęłam - wdic

Na początku chciałam Wam serdecznie podziękować, że jesteście, wciąż bawicie się ze mną mimo iż ja jestem prawie nieobecna. Wciąż nie mam swojego komputera. Awaria chyba nie jest zbyt duża, tylko trzeba było najpierw porządnie się nagłowić by rozkręcić laptopka, potem zamówić część i chyba już niedługo wróci do mnie z czyszczenia, aczkolwiek to nie koniec pracy nad nim. Tak naprawdę to jeszcze nie wiadomo czy nie jest uszkodzony dysk główny. To się dopiero okaże później. 

środa, 8 lutego 2017

Jak nie kijem to pałką, czyli WDiC

Ten rok naprawdę szykuje dla mnie coś specjalnego. Takiego po prostu ekstra. Przed niedzielą popsuł mi się mój laptop i piszę teraz na jakimś stareńkim rzęchu, który pracuje z taką prędkością, że gdy ja kończę już wystukiwać na klawiaturze zdanie, to on wyświetla dopiero pierwszy wyraz.  Może to i dobrze, bo mam przymusowy odwyk od komputera. Wprawdzie mój odwyk się pogłębiał już od jakiegoś czasu, ale powoli to miejsce wypełnia smartfon, na którym jednak nie cierpię pisać, więc jest jak jest. 


środa, 1 lutego 2017

WDiC - ulubione książki dzieciństwa

Trochę przez przypadek zaczęłam czytać "Dziewczynę w walizce".  Od dawna planowałam przeczytać "Dziewczynę z pociągu" i kiedy patrzyłam na swoją półkę w Legimi szukając czegoś do czytania, to rzuciła mi się na oczy "Dziewczyna" tyle, że nie doczytałam całego tytułu. 
Historia w tej książce jest trochę dziwaczna i czytając ją czuję odrazę, ale powoli brnę dalej, bo jednak jestem ciekawa jak potoczy się ta opowieść. 

 

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Bezglutenowe ciasto mocno czekoladowe

Dzisiaj chciałam Was zaprosić na pyszne ciasto mocno czekoladowe, które o dziwo wychodzi lepiej z mąki bezglutenowej niż z pszenicznej. 

Zamiast zdjęcia wykorzystałam nową pasję i narysowałam - namalowałam przepis.  Ponieważ na zdjęciu nie widać dobrze wszystkich kroków, to pod spodem opiszę wszystko po kolei. 

środa, 25 stycznia 2017

WDiC

I znowu minęły dwa tygodnie. Jak to się mówi, minęły "jak z bicza strzelił". Tak w ogóle, to ten rok zaczął się z przytupem, a nawet można rzecz z wstrząsami zapowiadającymi poważne trzęsienie ziemi. To w pracy. Ale jak wiadomo, praca wpływa na życie człowieka, szczególnie takiego, który nie może po prostu przejść nad czymś obojętnie i musi wleźć w sam środek zamieszania. 

środa, 11 stycznia 2017

WDiC - czytam i rysuję

* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę. Bardzo też lubię zaglądać na wasze blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.


Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. *


środa, 4 stycznia 2017

WDiC - gdy nie mam czasu pisać


* Jedną z największych moich pasji jest robienie na drutach. Próbuję to połączyć z przyjemnością czytania. Co tydzień będę zamieszczała jedno zdjęcie przedstawiające moją aktualną robótkę (robótki) i czytaną książkę.

Bardzo też lubię zaglądać na wasze blogi, by dowiedzieć się nad czym aktualnie pracujecie i co czytacie. Podzielicie się ze mną swoimi pasjami.

Zapraszam w każdą środę na wspólne dzierganie i czytanie. *



Zupełnie nie mam czasu na blogowanie ostatnio, dlatego uzupełnię wpis później, a teraz udostępniam Wam możliwość linkowania. 


   
   

Newsletter